wtorek, 23 sierpnia 2016

O nocnych szaleństwach czyli wspólnych cechach śnienia i schizofrenii


Rozważania nad istnieniem podobieństw pomiędzy snem i psychozą - stanem umysłu, w którym dochodzi do silnych zniekształceń w postrzeganiu otaczającej rzeczywistości, prowadzone są przez filozofów, psychiatrów i psychologów od ponad 200 lat. Już Immanuel Kant zauważył, że „szaleniec to śniący na jawie”, natomiast Artur Schopenhauer porównał sen do krótkiego szaleństwa, a szaleństwo do długiego snu. W 1907 roku Carl Gustav Jung, twórca psychologii głębi, napisał: „Gdybyśmy zobaczyli człowieka zachowującego się na jawie tak, jak zachowuje się on w swoim marzeniu sennym, otrzymalibyśmy kliniczny obraz dementia praecox” (schizofrenii). Eugen Bleuer, autor terminu „schizofrenia” (gr. „schizein“ – rozszczepić, gr. „phern” – umysł), zwrócił z kolei uwagę na to, że sposób myślenia osób chorujących na schizofrenię przypomina śnienie.

Podjęcie systematycznych badań naukowych, a nie tylko rozważań teoretycznych, nad wspólnymi cechami śnienia i schizofrenii umożliwiło jednak dopiero odkrycie w 1953 r. przez amerykańskich fizjologów – Eugena Aserinsky’ego i Nathaniela Kleitman’a fazy snu REM i jej związku z marzeniami sennymi. Podczas snu REM (ang. Rapid Eye Movement) występują szybkie ruchy gałek ocznych (stąd nazwa tej fazy snu), napięcie mięśniowe zanika i pojawiają się marzenia senne. To stadium charakteryzuje się, podobnie jak w stanach psychotycznych, występowaniem halucynacji zmysłowych, dziwacznych obrazów i metafor, a także urojeń. W tym stanie mamy także, między innymi, zmniejszoną zdolność do refleksji, niestabilną orientacją w czasie i przestrzeni, a nasze emocje są przeważnie negatywne.

Doznania wizualne w snach są jak halucynacje wzrokowe podczas intoksykacji narkotykowej. Nasze przeświadczenie o tym, że to, czego doświadczamy w trakcie snu jest rzeczywistością przypomina urojenia psychotyczne, a historie, jakie pojawiają się w snach, aby wytłumaczyć najdziwniejsze i najbardziej nieprawdopodobne zdarzenia są podobne do konfabulacji charakterystycznych dla delirium. Silny lęk odczuwany w przebiegu koszmarów sennych podobny jest do lęku odczuwanego przez osoby cierpiące na napady paniki. Z kolei zaburzenia pamięci krótkotrwałej w czasie snu i problemy z zapamiętaniem treści marzeń sennych po przebudzeniu przypominają zaniki pamięci u osób cierpiących na różne formy demencji, np. chorobę Alzheimera.

Podstawową cechą wspólną dla śnienia i schizofrenii jest autyzm rozumiany jako zaabsorbowanie zarówno osoby śniącej, jak i chorującej na schizofrenię nie przez świat zewnętrzny, ale świat wewnętrzny. Przy wykluczeniu świadomego śnienia, kiedy śniący zdaje sobie sprawę, że śni i może mieć wpływ na to, co dzieje się w jego śnie, w obydwu omawianych stanach występuje nie tylko brak wglądu, ale także utrata autonomii w stosunku do zawartości myśli. Brak świadomości przeżywania wyimaginowanych wydarzeń podczas śnienia należy do jednej z kluczowych cech tego stanu, natomiast brak poczucia choroby jest typowy dla niemal wszystkich osób cierpiących na schizofrenię w czasie pierwszego epizodu oraz około 30% pacjentów przewlekle chorych. Co więcej, osoba cierpiąca na schizofrenię może mieć poczucie, że to co się z nią dzieje jest od niej niezależne, podobnie jak to się dzieje ze śniącym, którego świat marzeń sennych znajduje się poza jego kontrolą.

Zarówno podczas śnienia jak i w schizofrenii bodźce pochodzenia wewnętrznego są traktowane tak, jakby posiadały zewnętrzną przyczynę. Wydaje się więc, że zarówno osoby śniące, jak i chore nieprawidłowo odczytują źródło dochodzących do nich bodźców. Objawy pozytywne związane z zaburzeniami myślenia, takie jak urojenia ksobne (przekonanie osoby, że wszystkie, nawet niewinne uwagi i zachowania innych odnoszą się do niej), czy te związane z błędnym utożsamianiem innych osób i siebie, wykazują więc duże podobieństwo do fenomenologicznego przeżycia marzenia sennego. Błędy w rozpoznawaniu tożsamości, polegające na przekonaniu, że osoba znana została zastąpiona przez sobowtóra (zespół Capgrasa) lub tym, że znajoma osoba zmienia swój wygląd fizyczny (urojenie Frėgoli) występują u 15% osób chorujących na schizofrenię oraz pojawiają się w około 1% marzeń sennych osób zdrowych. Tematy związane z prześladowaniem oraz byciem ściganym należą z kolei do jednych z najczęściej pojawiających się typowych treści marzeń sennych. W schizofrenicznych zespołach paranoidalnych urojenia prześladowcze dotyczące głównie bycia prześladowanym, niepokojonym lub atakowanym i występują u około 58,3% chorych. Urojenia mogące pojawić się w schizofrenii są więc podobne do snów pod względem doświadczeniowym.

Umiejętność wczuwania się w stany psychiczne innych osób, rozumienie ich życzeń i przekonań oraz zdolność do myślenia o myśleniu (tego dotyczy tzw. teoria umysłu), abstrahowanie oraz refleksyjność są z reguły nieobecne podczas śnienia. Podobnie, osoby chorujące na schizofrenię przejawiają deficyty w zakresie teorii umysłu, co być może wiąże się u nich także z innymi aspektami zaburzeń poznawczych, między innymi pamięci, czy uwagi. Co więcej, osoby śniące posiadają zazwyczaj mało empatii w stosunku do innych postaci obecnych w ich marzeniu sennym, natomiast osoby chore na schizofrenię charakteryzują się deficytami w zakresie poznawczego (rozpoznawanie emocji) i afektywnego (emocjonalna reakcja na stan emocjonalny drugiej osoby) aspektu empatii.

Opisywane analizy i badania sugerują, że dzięki podobieństwu stanu śnienia i schizofrenii, śniący umysł może stanowić użyteczny model ilustrujący tę chorobę. Mając nieprzyjemny, dziwaczny sen, w którym śniący czuje się zagrożony, osobom zdrowym po przebudzeniu łatwiej wyobrazić sobie co odczuwać mogą osoby cierpiące na schizofrenię. Chociaż uderzające podobieństwo pomiędzy powyższymi aspektami śnienia i psychozy zostało zauważone także przez pionierów nowoczesnego podejścia do psychopatologii, to jednak najnowsze osiągnięcia neurobiologii dostarczające danych elektrofizjologicznych, neurochemicznych i wiedzy pochodzącej z badań funkcjonalnych mózgu doprowadziły kilku współczesnych badaczy do połączenia tych złożonych zjawisk, wskazując na wspólne wzorce w doświadczeniach związanych zarówno ze śnieniem jak i psychozą. Te doświadczenia nie są oczywiście tożsame, jednak ich podobieństwo, także na poziomie neurobiologicznym, pozwala na tworzenie modeli tej choroby w odniesieniu do śnienia.

O ile osoba cierpiąca na schizofrenię i zdrowa osoba śniąca mogą doświadczać podobnych przeżyć, ich mózgi również zdają się funkcjonować w tych dwóch stanach w zbliżony sposób. W badaniach nad procesami zachodzącymi w mózgu porównuje się zazwyczaj aktywność kory mózgowej, przepływ krwi wewnątrzczaszkowej oraz wydzielanie neuroprzekaźników w stadium snu REM u osób zdrowych oraz w stanie czuwania u osób chorujących na schizofrenię. Dotyczy to schizofrenii, w której dominują objawy wytwórcze (urojenia, omamy), przy możliwej obecności mniej intensywnych objawów takich jak m.in. spłycenie lub niedostosowanie emocjonalne lub rozkojarzenie wypowiedzi.

Chociaż bezpośrednie korelaty pomiędzy procesami śnienia a leżącymi u ich podłoża zmianami neurofunkcjonalnymi nie są do końca poznane, niektóre badania są zgodne co do tego, że sen REM i związane z nim marzenia senne wiążą się ze względną nadaktywnością (wzrostem metabolizmu) regionów okołolimbicznych mózgu odpowiedzialnych za reakcje emocjonalne i afektywne (np. ciało migdałowate i przednia kora obręczy) oraz z obniżonym poziomem aktywności (spadkiem metabolizmu) w rejonie kory czołowej. W utrzymaniu tego funkcjonalnego stanu pośredniczą złożone i współoddziałujące szlaki neurochemiczne – podczas snu REM obserwuje się silny wzrost aktywności cholinergicznej połączony ze spadkiem wyładowań neuronów serotoninergicznych i noradrenergicznych.

Najważniejsze rezultaty badań elektrofizjologicznych nad związkami śnienia i schizofrenii wskazują na obecność zaburzeń w filtrowaniu sensorycznym w schizofrenii oraz stadium snu REM. Hamowanie ośrodkowe, proces polegający na atenuacji nadmiernej pobudliwości jednych neuronów przez inne - hamujące - których działanie jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w stanie czuwania, nie jest obserwowane u osób zdrowych podczas śnienia. U osób chorujących na schizofrenię, nie występuje ono ani w stadium snu REM ani w stanie czuwania. Podobne psychotycznemu myślenie, występowanie halucynacji i deficyty w logicznym myśleniu obecne w fazie snu REM mogą być zatem wynikiem zmian w funkcjonowaniu korowym o podobnym podłożu. Wyniki badań EEG (elektroencefalograficznych) pokazują, że rytm gamma jest zsynchronizowany w obszarach korowych w stanie czuwania, natomiast ulega stłumieniu pomiędzy obszarami wzrokowymi a korą czołową i przedczołową oraz pomiędzy hipokampem a korą mózgową w fazie snu REM. To zahamowanie wewnętrznej spójności rytmu gamma w stadium snu paradoksalnego u osób zdrowych odpowiada typowemu dla schizofrenii deficytowi połączeń między centralnymi strukturami mózgu.

Dane pochodzące z badania przepływu krwi wewnątrzczaszkowej wykazują, że grzbietowo-boczna kora przedczołowa nie jest w pełni aktywna podczas fazy snu REM. Częściowa dezaktywacja tego obszaru może wyjaśniać zakłócenia w procesie mentalizacji, zwłaszcza obniżenie kontroli powiązanej z samoświadomością. Spadek metabolizmu w rejonie kory przedczołowej połączony ze zwiększoną aktywnością okolic układu limbicznego był wykazywany również w przypadku osób chorych na schizofrenię (w stanie czuwania) jak i u osób z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym (ang. bipolar disorder) w stanie manii. Na poziomie neurochemicznym, pozytywne symptomy (czyli omamy i urojenia) wynikają, jak się przypuszcza, z zaburzenia procesów plastyczności synaptycznej regulowanych przez takie neuroprzekaźniki jak dopamina, acetylocholina i serotonina.

Wyniki badań przeprowadzonych przy użyciu tomografii komputerowej pozwoliły natomiast na sformułowanie jednej z hipotez dotyczących powstawania halucynacji w schizofrenii. Zakłada ona ograniczenie udziału percepcji bodźców zewnętrznych, co wiąże się ze zmniejszonym wpływem informacji zmysłowych na aktywację obwodu wzgórzowo-korowego oraz z desynchronizacją rytmu gamma w obszarze wzgórza. Podczas stadium snu REM również następuje odcięcie od informacji zmysłowej, dlatego wydaje się, że przedstawiony w kontekście schizofrenii mechanizm powstawania halucynacji może, przynajmniej częściowo, wyjaśnić ich obecność w czasie snu REM.

W oparciu o powyższe rozważania nasuwa się stwierdzenie, że sny są niemal idealną symulacją psychozy o podłożu organicznym, albo nawet – jak to określił Allan Hobson – śnienie samo w sobie jest psychozą, lecz „zdrową psychozą”.

Pojawia się pytanie, czy fakt ten można jakoś wykorzystać. Hobson zauważa, że skoro śnienie jest rodzajem psychozy, to osoba chora, podobnie jak osoba śniąca, doświadcza czasami okresów „normalności” umożliwiających wgląd we własny stan i zdanie sobie sprawy z własnej choroby, lub z faktu, że śni. Poprzez tę analogię, świadome śnienie może stanowić klucz do pierwszego etapu walki z psychozą, w której chociaż osoba chora, zdając sobie sprawę ze swojego stanu nie stanie się nagle „zdrowa”, to może poczynić pierwszy krok w przejęciu kontroli nad swoja chorobą (warto jednak zapoznać się z niedawno opublikowanym badaniem nad świadomym śnieniem u osób z objawami psychotycznymi, które sugeruje coś odwrotnego). Wydaje się więc, że swoją uwagę naukowcy powinni zwrócić raczej w kierunku stanów umysłu, w których mamy do czynienia nie z jednym, a z dwoma stanami świadomości na raz, a przynajmniej z pewnymi ich cechami występującymi jednocześnie. Stanu takiego możemy doświadczyć na przykład po okresie przedłużonego braku snu REM - wtedy podczas czuwania organizm próbuje nadrobić brakujący sen REM i możliwe jest doświadczanie sennych halucynacji pomimo, że nie śpimy. Podobne zjawisko jednoczesnego występowania cech obu tych stanów świadomości występuje także podczas śnienia na jawie czy właśnie świadomego snu, który uważany jest za stan hybrydowy pomiędzy śnieniem a jawą. Chociaż nie wiadomo, jak wygląda świadome śnienie od strony neurochemicznej, badania nad neuronalnymi korelatami świadomego śnienia pokazują, że obszary mózgu, które podczas zwykłego snu REM są w małym stopniu aktywne, „zapalają” się w momencie przejścia w świadomy sen. Zmiany te obejmują charakterystyczny dla stanu czuwania wzrost aktywności fal gamma w okolicach grzbietowo-bocznej kory przedczołowej, a także wzrost aktywności innych obszarów mózgu odpowiedzialnych za wyższe zdolności poznawcze, chociaż osoba wciąż pozostaje w stanie snu REM (stąd pojęcie stanu hybrydowego).

Innego zdania jest Sue Llewellyn z Uniwersytetu w Manchesterze, według której zjawiska takie jak świadome śnienie czy śnienie na jawie nie wyczerpują możliwości, jakie mogą wynikać z nakładania się na siebie cech charakteryzujących sen REM i stan czuwania. Stawia ona hipotezę, zgodnie z którą schizofrenia jest stanem zawieszenia pomiędzy snem a jawą wynikającym z genetycznych uwarunkowań wyrażających się poprzez niedobór kwasów tłuszczowych, prowadzących do zaburzeń w funkcjonowaniu błon komórkowych. Nie pozostaje to bez wpływu na procesy uwalniania i unieczynniania oraz wychwytu zwrotnego neuroprzekaźników. W schizofrenii, podobnie jak podczas snu REM, aktywność układu dopaminergicznego wydaje się być obniżona przy jednoczesnej nadaktywności układu cholinergicznego, jednak sposobów interakcji pomiędzy układami neuroprzekaźnikowymi może być wiele, co odzwierciedla się również w silnym zróżnicowaniu przebiegu schizofrenii obserwowanego wśród pacjentów. Llewellyn zauważa, że śnienie może być modelem przede wszystkim dla tzw. pozytywnych objawów schizofrenii, takich jak halucynacje słuchowe i wzrokowe, przypisywanie nietypowych znaczeń dla normalnych wydarzeń czy urojenia.

Chociaż charakterystyczne cechy śnienia, które - w pewnym zakresie - wynikają z procesów neurobiologicznych zachodzących w mózgu, przypominają objawy schizofrenii, to pomimo znaczących podobieństw, nie udało się jednak dotychczas znaleźć przekonującego wyjaśnienia, dlaczego w snach pojawiają się przede wszystkim obrazy, podczas gdy w schizofrenii dominują halucynacje słuchowe. Autorka tłumaczy jednak, że ponieważ zmysł słuchu jest ostatnim, który „wyłącza się” przy zasypianiu, i pierwszym, który odzyskuje pełną sprawność po przebudzeniu, to halucynacje związane właśnie z tym zmysłem dominowałyby w sytuacji gdyby czyjś umysł był uwięziony pomiędzy snem i jawą. Jeżeli pewne cechy charakteryzujące śnienie i stan czuwania mogą ze sobą współistnieć to być może stan taki prowadzi do zaburzenia pierwotnych funkcji snu i w konsekwencji może stanowić przyczynę zaburzeń psychicznych na jawie? Chociaż temat znaczenia funkcjonalnego snu i śnienia w procesach konsolidacji pamięci wciąż pozostaje otwarty, coraz więcej dowodów wskazuje na to, że podczas snu zasoby pamięci ulegają procesom reorganizacji a świeżo nabyte ślady pamięciowe zostają przeniesione do magazynów pamięci długotrwałej. Zmiany zachodzące w śladach pamięciowych mogą polegać na tworzeniu nowych połączeń pomiędzy istniejącymi już w pamięci długotrwałej wspomnieniami a nowo nabytymi śladami pamięciowymi. Procesy te prawdopodobnie znajdują odzwierciedlenie w treści marzeń sennych, które czerpią „materiał” z urywków starych i nowych śladów pamięciowych, do których dorabiane jest znaczenie i kontekst. Fikcyjna rzeczywistość snu uzbrojona jest jednak w mechanizm ochronny, który powoduje, że zazwyczaj po przebudzeniu zapominamy znaczną część snów, a to, co pozostaje w naszej głowie też z czasem popada w niepamięć.

Peter Kelly z Instytutu Badań Biomedycznych Novartis zaproponował hipotezę, zakładającą że przynajmniej za częścią urojeń osób cierpiących na schizofrenię może stać nieprawidłowe funkcjonowanie wewnętrznego mechanizmu hamującego tworzenie wspomnień z nierzeczywistych wydarzeń mających miejsce w marzeniach sennych. Zgodnie z tą hipotezą, u osób chorych treść marzeń sennych jest włączana do pamięci długotrwałej i traktowana jako zwykłe doświadczenie, które uznawane jest za wydarzenie, jakie miało miejsce w realnym świecie. ”Mieszanie się” treści marzeń sennych i wspomnień realnych wydarzeń (ang. dream-reality confusion, DRC) polega właśnie na trudności lub niemożliwości określenia, czy dane wydarzenie/doświadczenie miało miejsce w stanie czuwania czy było ono treścią marzenia sennego. Jego podłoże nie jest jednak poznane.

Według Allana Hobsona za zapominanie snów odpowiedzialne są niskie poziomy serotoniny i noradrenaliny podczas snu, które uniemożliwiają wykształcenie trwałych wspomnień dotyczących wydarzeń ze snów. Prawdopodobnie, gdyby te dwa systemy aminergiczne były wyłączone podczas snu całkowicie, nie pamiętalibyśmy swoich snów w ogóle. Jednak ich szczątkowa aktywacja umożliwia zapamiętanie ostatnich sennych chwil, a ponieważ tuż po przebudzeniu poziomy serotoniny i noradrenaliny wracają szybko do wysokich poziomów, charakterystycznych dla stanu czuwania, wspomnienia te mogą przekształcić się w pewną słabą formę pamięci, nie wpływającą na postrzeganie ich przez nas jako rzeczywiste. Według Kelly’ego jednak to nie aminy biogenne lecz inny związek - wazotocyna, peptyd podobny do oksytocyny - jest odpowiedzialny za hamowanie formowania wspomnień ze snów, gdyż spełnia równocześnie trzy warunki: jest wydzielana (przez przysadkę mózgową) podczas snu REM, w którym występowały sny, uczestniczy w procesach związanych z powstawaniem pamięci, a mechanizm jej działania jest upośledzony u osób cierpiących na schizofrenię.

Warto wspomnieć, że podobne zjawisko mieszania wspomnień marzeń sennych z rzeczywistością zachodzi u osób cierpiących na narkolepsję. Zdaniem Erina Wamsleya i Roberta Stickgolda za zjawisko wplątywania wspomnień z marzeń sennych do codziennego życia przez osoby z diagnozą narkolepsji odpowiada błędne kodowanie wspomnień marzeń sennych w pamięci długotrwałej, poprzez przypisywanie im atrybutów wspomnienia ze stanu czuwania.

Czy zatem urojenia pojawiające się w schizofrenii mogą być wynikiem pomieszania wspomnień ze świata snów z rzeczywistością? Wiadomo, że DRC często towarzyszy różnym zaburzeniom, między innymi zaburzeniu osobowości z pogranicza, borderline (BPD). Model teoretyczny opisujący relacje między zaburzeniem osobowości typu bordeline a DRC zakłada, że osoby posiadające diagnozę BPD przejawiają większą skłonność do doświadczania DRC właśnie ze względu na występowanie cech wspólnych dla tych dwóch warunków, takich jak zaburzenia snu, objawy dysocjacyjne, wydarzenia życiowe, zaburzenia poznawcze oraz cienkie granice (ang. boundaries – koncepcja granic została opracowana przez Ernesta Hartmanna). Wciąż brakuje jednak badań doświadczalnych mogących wykazać możliwe kierunki zależności pomiędzy BPD a DRC.

Nie można zatem wykluczyć hipotezy mówiącej, że uszkodzenie neurochemicznych mechanizmów odpowiadających podczas snów za reorganizację i tworzenie prawidłowych śladów pamięciowych może odpowiadać za występowanie DRC w różnych zaburzeniach psychotycznych i w efekcie prowadzić np. do urojeń w przebiegu schizofrenii. Schizofrenia oraz śnienie występujące w stadium snu REM charakteryzują się podobnymi cechami fenomenologicznymi oraz posiadają częściowo wspólne podłoże neurobiologiczne. O ile śnienie może okazać się użytecznym modelem w celu lepszego poznania schizofrenii, należy pamiętać, że nie są to stany identyczne. Śnienie jest stanem samoorganizującym się, podczas kiedy schizofrenia – nieuporządkowanym. Podczas śnienia przeważają halucynacje wzrokowe, w schizofrenii – słuchowe. Badania nad śnieniem oraz patologicznymi stanami występującymi w stanie czuwania stanowią jednak bardzo obiecujący kierunek dalszych rozważań, pozwalają na lepsze zrozumienie nie tylko chorób psychicznych, ale również procesu powstawania marzeń sennych.

D’Agostino A, Limosani I, Scarone S (2012) The dreaming brain/mind: a role in understanding complex mental disorders? Frontiers in Psychology 3, 3. doi: 10.3389/fpsyt.2012.00003.

Dresler M, Wehrle R, Spoormaker VI, Steiger A, Holsboer F, Czisch M, Hobson JA (2015) Neural correlates of insight in dreaming and psychosis. Sleep Medical Reviev 20, 92-9.

Gottesmann C (2006) The dreaming sleep stage: a new neurobiological model of schizophrenia? Neuroscience, 140, 1105–1115.

Kelly PH (1998) Defective inhibition of dream event memory formation: A hypothesized mechanism in the onset and progression of symptoms of schizophrenia. Brain Research Bulletin 46 (3), 189-197.

Limosani I, et al. (2011) The dreaming brain/mind, consciousness and psychosis. Consciousness and Cognition, doi:10.1016/j.concog.2010.11.014.

Llewellyn S (2011) If waking and dreaming consciousness became de-differentiated, would schizophrenia result?. Consciousness and Cognition, doi:10.1016/j.concog.2011.03.022.

Scarone SI, Manzone ML, Gambini O, Kantzas I, Limosani I, D'Agostino A, Hobson JA (2008) The dream as a model for psychosis: an experimental approach using bizarreness as a cognitive marker. Schizophrenia Bulletin, 34 (3), 515-22

Skrzypińska D, Szmigielska B (2013) What links schizophrenia and dreaming? Common phenomenological and neurobiological features of schizophrenia and REM sleep. Archives of Psychiatry and Psychotherapy, 2, 29-35.

Ilustracja: new 1lluminati - light bearer, CC-BY 2.0

piątek, 22 lipca 2016

Skłonność do świadomego śnienia a monitorowanie rzeczywistości na jawie



Monitorowanie rzeczywistości (ang. reality monitoring) to proces pozwalający na odróżnienie czy dana informacja ma źródło wewnętrzne czy pochodzi z zewnątrz. Dzięki temu możemy m.in rozdzielić wspomnienia marzeń sennych od tych prawdziwych. Objawy psychotyczne, takie jak halucynacje, urojenia czy spontaniczna konfabulacja, związane są z zaburzeniami w przebiegu tego procesu. Z ich występowaniem związane są uszkodzenia mózgu, głównie prawej kory orbitofrontalnej (OFC, ang. orbitofrontal cortex, jest to brzuszno-przyśrodkowa część kory przedczołowej), części podstawnej kresomózgowia oraz uszkodzeniami dróg komunikacyjnych pomiędzy OFC i prążkowiem (striatum). OFC pełni tu szczególną rolę filtra, który wpasowuje wspomnienia poprzednich doświadczeń do bieżącego kontekstu, a jego uszkodzenie prowadzi do tego, że umysł człowieka staje się niejako uwięziony w niewłaściwym miejscu i czasie, i pomimo docierających do mózgu na bieżąco bodźców zewnętrznych, które w normalnej sytuacji szybko skorygowałyby niewłaściwie odbieraną rzeczywistość, nie mogą one wpłynąć na weryfikację własnych doświadczeń.

Nie działają przy tym poprawnie procesy sygnalizacji błędu przewidywania (ang. prediction error signaling), umożliwiające spostrzeżenie niezgodności pomiędzy oczekiwaniami a doświadczeniem. Sygnały te, normalnie przekazywane za pomocą neuronów dopaminergicznych zlokalizowanych m.in. w śródmózgowiu, prążkowiu i OFC, uczestniczą w budowaniu modelu rzeczywistości. Kiedy doświadczamy jakiegoś bodźca po raz pierwszy (np. smak lodów) towarzyszą temu wyładowania tych neuronów, które następnym razem aktywują się już na etapie rozpoznania samego bodźca (otwieranie lodówki), zanim go faktycznie doświadczymy. Mózg zatem uczy się przewidywać co ma nastąpić. W sytuacji gdy lodów w lodówce nie będzie, a więc oczekiwanie minie się z rzeczywistością, aktywność dopaminergiczna spada, a mózg musi zaktualizować model rzeczywistości. W przypadku uszkodzeń połączeń nerwowych m.in. w OFC, nie następuje poprawna sygnalizacja błędu przewidywania, co może prowadzić do zaburzeń w monitorowaniu rzeczywistości i wystąpieniu konfabulacji, a więc powstawaniu rzekomych wspomnień w celu uzupełnienia brakujących informacji, tak aby wszystko ułożyło się w pozornie logiczną całość.

O ile zaburzenia procesów monitorowania rzeczywistości oraz sygnalizowania błędu przewidywania mogą tłumaczyć występowanie niektórych objawów psychotycznych, to czy można doszukać się związku pomiędzy nimi a świadomym śnieniem?

Z jednej strony uważa się, że świadomy sen może być wynikiem skutecznego monitorowania rzeczywistości (poprawne identyfikowanie we śnie bodźców co do ich pochodzenia wewnętrznego) i przez to może wiązać się z lepszą kontrolą rzeczywistości na jawie. W omawianym wcześniej badaniu Neider i in. 2010 wykazano, że osoby, które cechuje wyższa skłonność do świadomego śnienia, lepiej wykonują test IGT (Iowa Gambling Task). IGT jest to psychologiczne narzędzie do oceny podejmowania decyzji, w którym kiepskie wyniki uzyskują osoby z uszkodzeniami kory orbitofrontalnej. Sugerować by to mogło udział OFC w świadomym śnieniu oraz idzie też w parze ze związkiem funkcji tego obszaru mózgu z procesami monitorowania rzeczywistości. Czy jednak lepsze monitorowanie rzeczywistości podczas snu u osób ze skłonnościami do świadomego śnienia oznacza, że te osoby równie dobrze radzą sobie z monitorowaniem rzeczywistości na jawie?

Warto pamiętać, że śnienie i czuwanie to dwa odmienne stany, w których procesy monitorowania rzeczywistości mogą przebiegać różnie. Potwierdzać to może wykazany przez Galvina (1990) związek pomiędzy skłonnością do świadomego snu a cechą danej osoby zwaną cienkimi granicami (ang. thin boundaries). Osoby z cienkimi granicami wykazują tendencję do mieszania czy nakładania się rzeczywistości z fantazją, nie tylko podczas czuwania, kiedy do postrzegania rzeczywistości wkradają się elementy fantazji, ale prawdopodobnie również i we śnie, gdy nakładanie to pomaga w podtrzymaniu większego poczucia rzeczywistości i może prowadzić do uzyskania świadomego snu. W praktyce więc tendencja do częstszego doświadczania świadomych snów może współistnieć z tendencją do popełniania większej liczby błędów przy monitorowaniu rzeczywistości w stanie czuwania.

Taką hipotezę przedstawił zespół Petera Morgana z Yale University (tego samego, który wykazał związek pomiędzy wyższą skłonnością do świadomego śnienia i lepszymi wynikami w teście IGT) i przetestował ją za pomocą narzędzia psychologicznego również angażującego korę orbitofrontalną, które umożliwia pomiar zdolności do rozróżnienia pomiędzy wspomnieniami związanymi z aktualną rzeczywistością a tymi, które nie mają z nią związku, Odpowiednia analiza pozwoliła następnie na określenie liczby popełnianych błędów w monitorowaniu rzeczywistości (w stanie czuwania). Wyniki tych badań wykazały, że w grupie osób, które miały wyższą skłonność do świadomego śnienia, popełniano więcej błędów równoznacznych z upośledzeniem procesów monitorowania rzeczywistości związanej z działaniem OFC. Podobny wzorzec błędu, polegający na tym, że osoba badana częściej wskazywała, że dany obrazek widziała już wcześniej, pomimo że widziała go po raz pierwszy, wykazywano w badaniach przeprowadzonych na pacjentach z neurologicznymi uszkodzeniami w obrębie kory orbitofrontalnej, które często dopuszczały się spontanicznej konfabulacji.

W tym miejscu pojawia się pytanie, jak wytłumaczyć fakt, że w jednej populacji osób badanych (o wyższych skłonnościach do świadomego śnienia) obserwowano raz lepszą (Neider i in. 2010) a raz gorszą (obecne badanie Corlett i in. 2014) funkcję tego samego obszaru, OFC? Wydaje się, że za tymi rozbieżnościami stoi rodzaj zadania wykonywanego w każdym badaniu. Każde z nich związane jest z symulacją przeprowadzaną przez umysł, jednak w pierwszym z nich (IGT) opiera się ona bardziej na prawdopodobieństwie i własnej intuicji a w przypadku lepszej funkcji OFC, osoby takie patrzą dalekowzrocznie na przyszłość, co pomaga im uzyskać dobre wyniki w tym teście. Z kolei zadanie na pamięć jest na tyle łatwe z wykorzystaniem symulacji mentalnej, że prowadzi do zbytniego polegania na modelu i mylenia go z rzeczywistością, co skutkuje konfabulacją w postaci błędnego rozpoznawania nowych obrazów jako już widzianych wcześniej.

Niepokojący jest fakt, że uzyskane dane pokazują, iż świadomy sen wiąże się z mniej świadomym czuwaniem, tzn. osoby ze zdolnością do świadomego śnienia, mogą mieć problemy z rozpoznaniem na jawie tego, co jest ich prawdziwym wspomnieniem. Warto w tym miejscu zauważyć, że jest to już kolejne badanie opublikowane w ciągu ostatniego czasu, które pokazuje raczej negatywną stronę świadomego śnienia. Nie tak dawno pisałem o tym, że praktykowanie świadomego śnienia przez osoby wykazujące objawy psychotyczne może prowadzić do pogłębienia ich choroby i spowodować, że swój wewnętrzny świat będą postrzegać jako rzeczywistość.


Corlett PR, Canavan SV, Nahum L, Appah F & Morgan PT (2014). Dreams, reality and memory: confabulations in lucid dreamers implicate reality-monitoring dysfunction in dream consciousness. Cognitive Neuropsychiatry 19 (6), 540-553.

Neider M, Pace-Schott E, Forselius E, Pittman B, & Morgan P (2010). Lucid dreaming and ventromedial versus dorsolateral prefrontal task performanceConsciousness and Cognition DOI: 10.1016/j.concog.2010.08.001

Galvin F (1990). The boundary characteristics of lucid dreamers. Psychiatric Journal of the University of Ottawa 15, 73-78.

Wamsley E, Donjacour CE, Scammel TE, Lammers GJ & Stickgold R (2014). Delusional confusuin of dreaming and reality in narcolepsy. Sleep 37, 419-422.

Ilustracja: Bill Strain - Confusion, CC BY 2.0

czwartek, 7 lipca 2016

Czy w zaburzeniu osobowości typu borderline występuje większa podatność na „mieszanie się” marzeń sennych i wspomnień realnych wydarzeń?


„Mieszanie się” treści marzeń sennych i wspomnień realnych wydarzeń (ang. dream-reality confusion, DRC) jest zagadnieniem, które by móc zostać lepiej poznanym, wymaga jeszcze przeprowadzenia wielu badań. DRC polega na trudności lub niemożliwości określenia, czy dane wydarzenie/doświadczenie miało miejsce w stanie czuwania, czy było ono treścią marzenia sennego. W tym przypadku można zadać pytanie o to, w jakim stopniu osoby posiadające określone cechy psychiczne są w stanie odróżnić śnienie od rzeczywistości? Dotychczas przeprowadzono nieliczne badania dotyczące DRC w populacji nieklinicznej. Z bardziej specyficznych grup, badano występowanie DRC w narkolepsji, wykazując powszechność trudności w określeniu, czy coś wydarzyło się naprawdę, czy było jedynie częścią marzenia sennego w tym zaburzeniu snu. Dostępne są także doniesienia dotyczące związków DRC z objawami psychotycznymi.

Podobnie, niewiele wiadomo na temat śnienia w zaburzeniu osobowości typu borderline (ang. borderline personality disorder, BPD). Termin ten (oznaczający zaburzenie „z pogranicza” lub „pograniczne”) został po raz pierwszy wprowadzony do psychiatrii w latach trzydziestych XX wieku dla nazwania stanu, w którym z jednej strony występowały objawy zaburzeń psychotycznych, a z drugiej – nerwicowych. BPD po raz pierwszy pojawiło się w systemach klasyfikacyjnych w 1980 roku w DSM-III. Zaburzenie to ujmowane jest w kolejnych edycjach tego podręcznika diagnostycznego. W najnowszym DSM-V, znajduje się w dziale poświęconym zaburzeniom osobowości.

Osoby z diagnozą BPD przejawiają wzorzec niestabilnych, lecz intensywnych relacji interpersonalnych oscylujących pomiędzy uwielbieniem a nienawiścią, znaczną zmienność nastroju oraz skłonność do myślenia czarno-białego i odczuwania złości. Ponadto często zmienia się ich wewnętrzny obraz „ja”, jak również mają tendencję do odczuwania pustki. Nie bez znaczenia jest ich skłonność do zachowań impulsywnych, jak np. objadanie się lub zbyt szybka jazda samochodem. Powszechnie występują u nich także zachowania (para)samobójcze i samookaleczenia. Osoby z BPD podejmują wszelkie starania, aby uniknąć wyimaginowanego lub rzeczywistego opuszczenia. Miewają również tendencję do doświadczania objawów dysocjacyjnych w reakcji na stres. Według Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, na zaburzenie osobowości borderline cierpi około 2% populacji. Aby móc lepiej wyobrazić sobie, jak funkcjonują osoby z BPD, można sięgnąć po film „Fatalne zauroczenie”, w którym Glen Close w roli Alex Forrest pokazała jedną z najlepszych interpretacji tego zaburzenia.

Opracowana hipoteza obejmująca grupy wzajemnie powiązanych czynników występujących w obu warunkach (BPD i DRC) zakłada, że u osób z zaburzeniem borderline istnieje zwiększona podatność na mieszanie się wspomnień ze snu i stanu czuwania. Na najbardziej ogólnym poziomie można wyróżnić 5 kategorii tych czynników, umownie zakwalifikowanych jako: zaburzenia snu, objawy dysocjacyjne, wydarzenia życiowe, zaburzenia poznawcze oraz granice.

Osoby posiadające diagnozę BPD często doświadczają zaburzeń snu. Badania wskazują na występowanie problemów ze snem u 15 - 95,5% populacji osób z tą diagnozą. Zmienne cykle snu i czuwania występują zarówno w przebiegu BPD, jak i łączą się z DRC. Zmienność cykli snu-czuwania prowadzi do intruzji doświadczeń ze snu do świadomości w stanie czuwania, co skutkuje poczuciem depersonalizacji (objaw dysocjacyjny) oraz mają szkodliwy wpływ na pamięć, sprzyjając powstawaniu fałszywych wspomnień. Osoby zgłaszające zaburzenia snu/problemy ze snem, wypadają wysoko w skalach dysocjacji, skłonności do fantazjowania oraz podatności do powstawania fałszywych wspomnień.

Jak wspomniano powyżej, zaburzenia snu powiązane są z objawami dysocjacyjnymi. Osoby cierpiące na BPD przejawiają skłonność do dysocjacji. Stanów dysocjacyjnych doświadcza ok. 2/3 osób z BPD. Co więcej, objawy dysocjacyjne i skłonność do fantazjowania są pozytywnie skorelowane. Obie te cechy związane są także z DRC. W badaniach wykazano także pozytywną korelację pomiędzy objawami dysocjacyjnymi, a impulsywnością, która jest jedną z cech diagnostycznych BPD.

Osoby cierpiące na BPD doświadczają również więcej negatywnych wydarzeń życiowych niż osoby z innymi zaburzeniami osobowości oraz bez nich. Zgodnie z klasyczną hipotezą ciągłości (ang. continuity hypothesis), na treść marzeń sennych wpływają wydarzenia z życia śniącego, dlatego też treść marzeń sennych osób z BPD powinna być bardziej negatywna. W rzeczywistości, osoby z BPD doświadczają koszmarów sennych częściej niż osoby z populacji nieklinicznej. Marzenia senne częściej mylone z rzeczywistymi wydarzeniami są realistyczne, nieprzyjemne oraz prowadzą do podejmowania związanych z nimi zachowań w stanie czuwania. Wydaje się więc, że nieprzyjemna treść marzeń sennych w BPD może być czynnikiem zwiększającym prawdopodobieństwo większej podatności na DRC, zwłaszcza jeśli uwzględni się także liczne zaburzenia poznawcze występujące w tej populacji.

Deficyty poznawcze u osób z BDP można ogólnie przypisać do grup takich jak: przemijające wyobrażenia quasi-psychotyczne, skłonność do objawów dysocjacyjnych, zniekształcenia poznawcze z zakresu funkcjonowania społecznego oraz zaburzenia neuropoznawcze. Co więcej, mogą one przejawiać problemy z monitorowaniem rzeczywistości. Jest to zdolność do odróżnienia wspomnień realnych wydarzeń od treści snów, wyobrażeń lub urojeń. Obejmuje ona dwa procesy decyzyjne: 1) ocenę, czy właściwości śladu pamięciowego są bardziej typowe dla wspomnień wydarzeń zewnętrznych czy wspomnień generowanych wewnętrznie, 2) ocenę opartą na towarzyszących wspomnieniach/wiedzy (jest to bardziej złożony proces, zajmujący więcej czasu). Marzenia senne uznawane są za wewnętrznie generowane wydarzenia, które trudno odróżnić od podobnych, zewnętrznych wydarzeń, ponieważ w ich powstawanie nie są włączone świadome operacje poznawcze. Brak pewności co do istotnych wskazówek dotyczących pochodzenia źródła wspomnienia wynikający z trudności w monitorowaniu rzeczywistości prowadzić może do wystąpienia DRC, wskazując na związek pomiędzy zaburzonymi procesami monitorowania rzeczywistości a myleniem snów z rzeczywistością.

Koncepcja granic (ang. boundaries) opracowana została przez Ernesta Hartmanna. Ujmuje ona kontinuum pomiędzy cienkimi a grubymi granicami, definiowanymi jako właściwość danej osoby pozwalająca jej na określenie zależności pomiędzy m.in. stanem śnienia a stanem czuwania, pomiędzy świadomością a nieświadomością, czy między myślami a emocjami. Osoby z BPD przeważnie charakteryzują się cienkimi granicami, co oznacza, że częściej odpamiętują marzenia senne niż osoby o grubych granicach oraz częściej doświadczają nakładania się przeżyć ze stanu czuwania oraz marzenia sennego.

Analiza teoretyczna uwzględniająca przedstawione powyżej zmienne wskazuje na to, że osoby z BPD mogą być bardziej podatne na „mieszanie się” treści marzeń sennych ze wspomnieniami realnych wydarzeń. Kolejnym krokiem w pracach nad opisanym powyżej modelem jest jego empiryczna weryfikacja. Planowane jest przeprowadzenie kilkuetapowych badań nad związkami nakładania się wspomnień ze stanu snu i czuwania oraz BPD, obejmujących m.in. wykorzystanie miar subiektywnych, badania laboratoryjne przy użyciu polisomnografu oraz badania w warunkach pozalaboratoryjnych polegające na zbieraniu zarówno narracji marzeń sennych, jak i opisów doświadczeń z dnia. Otrzymane wyniki stanowić będą próbę odpowiedzi na wiele pytań dotyczących funkcjonowania osób z diagnozą BPD oraz z rysem tego zaburzenia osobowości w porównaniu do osób zdrowych.

Skrzypińska D, Szmigielska B (2015). Dream-reality confusion in borderline personality disorder: a theoretical analysis. Frontiers in Psychology, 6, doi: 10.3389/fpsyg.2015.01393.

Foto: Vlad Gilcescu, CC BY-NC 2.0

środa, 22 czerwca 2016

Poziomy komunikacji z/do snu



Temat komunikacji ze snu do świata jawy był już tutaj poruszany wielokrotnie, głównie przy okazji omawiania badań, w których uczestniczyły osoby świadomie śniące (jako rutynowa metoda potwierdzania uzyskania świadomości we śnie). W tym artykule chciałbym przyjrzeć się bliżej samej komunikacji z osobami pogrążonymi we śnie, gdyż temat ten wydaje mi się niezwykle ciekawy, a sama komunikacja może przyjmować różne, nieraz bardziej skomplikowane formy, niż jedynie sygnalizowanie za pomocą określonej sekwencji ruchów gałek ocznych, o tym, że się śni.

Poziom I – komunikacja jednostronna 
Ta najprostsza, jednostronna forma komunikacji – przyjmijmy, że jest to komunikacja poziomu I, jest stosowana od lat 70, kiedy niezależnie od siebie Keith Hearne oraz Stephen LaBerge wykorzystali ją do doświadczalnego potwierdzenia istnienia świadomych snów (więcej szczegółów na ten temat można znaleźć w artykule poświęconym metodom badania świadomych snów). Warto wspomnieć, że nie tylko ruchy oczu, ale również kontrolowany oddech czy mikroruchy mięśni próbowano początkowo wykorzystać do takiej komunikacji – były nawet próby budowania specjalnych rękawic do tego celu, jednak ówczesna technologia nie pozwalała na osiągnięcie zadowalających wyników, jakie dawała już wtedy elektrookulografia (EOG). Przy obecnym rozwoju techniki (minęło w końcu od tamtego czasu niemal 40 lat!) może nawet warto by wrócić do idei elektronicznej rękawicy, za pomocą której można by posługiwać się językiem migowym prosto ze snu, jednak to właśnie ustalony już wtedy ruch oczu LPLP (lewo-prawo-lewo-prawo) jest do dziś niemal niezmiennie stosowany w badaniach świadomego snu, jako sygnał mówiący „Wiem, że śnię”.

Innym przykładem komunikacji jednostronnej są wszelkie próby włączenia różnego rodzaju bodźców zewnętrznych do marzenia sennego. Ten sposób komunikacji ma znacznie dłuższą historię, sięgającą czasów odkrycia fazy REM (a być może i wcześniej). Już wtedy zauważono, że zarówno dźwięki, błyski świetlne czy bodźce dotykowe mogą zostać włączone w treść marzenia sennego w różnym stopniu, wyrażanym za pomocą wskaźnika inkorporacji (ang. incorporation rate), który waha się w granicach od kilku-kilkunastu % (niska skuteczność włączenia bodźca, np. proste sygnały dźwiękowe, słowa) do prawie 90 % (wysoka skuteczność, np. ucisk kończyny). Co więcej, osoba śniąca może nie tylko zauważyć pojawienie się danego sygnału we śnie, ale również poprawnie go zinterpretować i powiązać go z wcześniej zaplanowaną akcją. Na tej zasadzie swoje działanie opierają wszelkiego rodzaju maski snu, których zadaniem jest wykrycie fazy REM a następnie wysłanie odpowiedniego sygnału mającego uzmysłowić śniącej osobie, że właśnie śni. Sygnału najczęściej w postaci pojedynczych błysków pochodzących z diod umiejscowionych przed powiekami. Wokół tych masek narosło wiele kontrowersji, a ich działanie było poddawane niejednokrotnie w wątpliwość, jednak zakładając, że poprawnie wykrywają one fazę REM, to powinny również spełniać swoje funkcje sygnalizacyjne, o ile wcześniej osoba z nich korzystająca nauczy się rozpoznawać docierające z diod sygnały.

Poziom II – komunikacja dwukierunkowa 
Poza sposobami prostej komunikacji jednokierunkowej, możliwa jest także komunikacja dwukierunkowa (poziom II). Może ona przybrać formę dialogu pomiędzy eksperymentatorem a osobą śniącą przebiegającego w taki sposób, że obudzony badacz (lub, jeżeli proces jest zautomatyzowany, odpowiednio zaprogramowane urządzenie) wysyła sygnał niosący ze sobą jakąś informację do osoby śniącej świadomie, a ta, po jego odebraniu, odpowiada mu. Sygnał wysyłany przez badacza jest najczęściej świetlny lub dźwiękowy, może być prosty (jednoskładnikowy ton lub błysk) lub złożony (np. zakodowana informacja).

Jednym z pierwszych udowodnionych naukowo przykładów takiej komunikacji była próba rozróżnienia pomiędzy dwoma prostymi dźwiękami przez osobę pogrążoną we śnie i zasygnalizowanie przez nią usłyszenia odpowiedniego dźwięku za pomocą ustalonej sekwencji ruchów oczu. W badaniach tych (Strelen, 2006) wykorzystano potencjały wywołane, a konkretnie badano pojawienie się w mózgu tzw. fali uwagi (P300). W skrócie, fala P300 jest obserwowana w momencie pojawienia się oczekiwanego bodźca słuchowego, pośród serii bodźców nieistotnych. Uczestnicy (trzy osoby) słuchali przed snem dwóch dźwięków (wysoki vs niski). Zostali oni poinstruowali, że kiedy podczas świadomego snu będą puszczane im te dźwięki w różnej kolejności, ich zadaniem będzie rozpoznać jedynie wysokie tony (a więc były to bodźce oczekiwane) a ich obecność zasygnalizować pojedynczym ruchem gałek ocznych w kierunku LP. Z kolei niskie tony miały być przez nich ignorowane. Analiza zapisu EEG potwierdziła, że badane osoby znajdowały się we śnie REM oraz wykazała obecność fali P300 w momencie gdy sygnalizowano rozpoznanie dźwięku przez sen. Wyniki tych badań nie tylko sugerują, że obecność potencjału wywołanego P300 w zapisie EEG u osoby śniącej świadomie podczas dyskryminacji dwóch bodźców akustycznych może świadczyć o świadomym przetwarzaniu informacji słuchowej podczas świadomego snu, ale również pokazują, że możliwa jest swego rodzaju konwersacja pomiędzy badaczem a osobą pogrążoną we śnie. Nie jest to jednak skomplikowana komunikacja gdyż pozwala jedynie na przekazanie bardzo prostych informacji zarówno w jednym jak i drugim kierunku.

Warto w tym miejscu dodać, że niektóre ze wspomnianych wyżej masek snu, również umożliwiają podstawy takiej komunikacji. Jest to przydatne w sytuacji kiedy ktoś uzyskał już świadomość we śnie, natomiast maska wciąż wysyła sygnały, co na tym etapie może być rozpraszające i często prowadzi do wybudzenia. Wtedy osoba świadoma swojego snu może „nadać” określony wcześniej sygnał za pomocą ruchów oczu aby dać znać masce, że cel został już osiągnięty i tym samym ją wyłączyć. Maski snu mają wbudowane czujniki ruchu gałek ocznych, na podstawie których identyfikują odpowiednią fazę snu do wysłania sygnału, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby czujniki te odbierały również wcześniej zaprogramowane wzorce ruchów gałek ocznych, jako niosące przesłanie sygnały, by umożliwić właśnie takie proste sterowanie maską wprost ze snu.

Bardziej skomplikowane podejście do komunikacji dwukierunkowej zastosował student Uniwersytetu w Osnabrücku, Kristoffer Appel, który w roku 2013 obronił pracę magisterską w dziedzinie nauk poznawczych. W pracy tej postawił sobie za cel przesłanie złożonej informacji (np. prostego zadania matematycznego) do czyjegoś snu a następnie jej odebranie i zrozumienie przez osobę śniącą i udzielenie przez nią poprawnej odpowiedzi. Do kodowania komunikatów przekazywanych na linii jawa-sen-jawa wykorzystał alfabet Morse'a.

Część badań przeprowadzona została jako „self-study” w warunkach domowych, wykorzystując do tego wycofany już ze sprzedaży ZEO (więcej na ten temat znajduje się w osobnym artykule o ZEO) podłączony do komputera, na którym działało specjalnie napisane oprogramowanie pełniące funkcje detektora fazy REM w czasie rzeczywistym, generatora zakodowanych sygnałów dźwiękowych, wysyłanych do śniącego poprzez głośnik oraz detektora ruchów oczu w czasie rzeczywistym jednocześnie dekodującego odbieraną informację. Program dodatkowo posiadał interfejs graficzny pozwalający na modyfikowanie ustawień, np. ustawianie intensywności bodźca. ZEO zostało wykorzystane tutaj do detekcji fazy REM (w oparciu o surowy sygnał ze „zhakowanego” urządzenia) a artefakty w zapisie przedczołowego EEG będące efektem ruchów oczu mogły posłużyć do komunikacji ze świata snu (dzięki artefaktom i ich interpretacji przez program, można było odczytać całkiem wyraźne wzorce ruchów oczu i tym samym odkodować przesyłaną przez osobę śniącą informację). Dodatkowo oprogramowanie umożliwiało zaprogramowanie działania w odpowiedzi na zarejestrowany i zdekodowany sygnał od śpiącego, np. trzykrotne spojrzenie w lewo kodujące w alfabecie morsa literę „s” mogło wyzwalać generowanie bodźca o wyższym natężeniu, zatem śniący z poziomu snu sam mógłby sterować ustawieniami bodźców, gdyby okazało się, że są dla niego za słabe/za mocne.

W takim układzie autor przetestował na sobie pierwszą implementację pomysłu oraz dopracował szczegóły ustawień bodźca i samej metody. Na drugim etapie pracy, wciąż obejmującym testy na sobie, autor przeprowadził 7 sesji z ZEO, które następnie powtórzył dodatkowo w dwóch kolejnych sesjach z użyciem 19-kanałowego EEG i EOG. Jako bodziec stosowany do kodowania informacji alfabetem Morse'a wykorzystano sygnał dzwiękowy o częstotliwości 1000 Hz. Poniżej znajduje się grafika ilustrująca to, jak wyglądało zakodowanie prostego zadania odejmowania i dodawania (5-3, 0+9).

Przykład przedstawiający w jaki sposób zakodowane zostało zadanie matematyczne za pomocą sygnału dźwiękowego: 5 krótkich sygnałów ("5"), dwa długie ("M" jak minus), trzy krótkie i dwa długie ("3"), kodujące zadanie "5-3". Podobnie zakodowano dalej zadanie 0+9 (Appel 2013). To, w jaki sposób kodem Morse'a są kodowane poszczególne litery i cyfry można znaleźć m.in. na Wikipedii.

Odpowiedzi były przekazywane za pomocą ruchów oczu; ponieważ w alfabecie Morse'a każda litera i cyfra zapisana jest jako ciąg sygnałów krótkich i długich, sygnał krótki zakodowany był jednokrotnym spojrzeniem w lewo, natomiast sygnał długi – w prawo. Wybrany został też sygnał, którym autor miał dać znać, że jest świadomy tego, że śni (5 spojrzeń w lewo, a nie tradycyjnie LPLP, gdyż ZEO skuteczniej mógł taki sygnał odebrać).

Pierwsze wyniki nie były może imponujące: na 23 zarejestrowane sny, 4 były świadome, z czego w dwóch miała miejsce bezpośrednia inkorporacja bodźca, a do dwóch pozostałych bodźce zostały włączone pośrednio (tzn. bodziec taki wywarł wpływ na treść marzenia sennego ale nie pojawił się w oczywistej formie). Raz udało się rozwiązać zadanie do końca (a więc przeprowadzić skuteczną komunikację do i ze snu) oraz rozpocząć kolejne, które zostało przerwane pobudką. Niestety, zadanie zakończone sukcesem miało miejsce podczas sesji z samym ZEO (brak potwierdzenia EEG/EOG), jednak autor, na podstawie zarejestrowanych danych, przypuszcza, że z dużą dozą prawdopodobieństwa miało to miejsce w fazie REM, gdyż dominowały wówczas fale o wysokiej amplitudzie i częstotliwości 20-36 Hz, które są charakterystyczne dla fazy REM wykrywanej przez ZEO, w odróżnieniu od fal o częstotliwości 10-14 Hz odpowiadającym fazom N2 i N3 (co zostało wcześniej potwierdzone gdy porównywano wyniki ZEO i profesjonalnej polisomnografii). Dodatkowo, zarejestrowano bardzo mało aktywności w pasmach powyżej 35 Hz, co tym bardziej sugeruje, że pomiarów nie dokonano w fazie czuwania.

Następnie przyszedł czas na kontrolowane eksperymenty na ochotnikach w laboratorium, które dały by powtarzalne wyniki. Wzięło w nich udział pięć osób, które miały rożne doświadczenie w świadomym śnieniu, od 2 snów w ciągu całego życia do 100, lub 4-5 w ciągu miesiąca. W efekcie kolejnych prób tylko jednej osobie podczas jednego snu prawie udało się odebrać informację zawierającą polecenie, ale przed ukończeniem zadania świadomy sen zamienił się w zwykłe marzenie senne. W sumie, na 30 snów zrelacjonowanych podczas tego doświadczenia, 6 z nich zawierało bezpośrednie inkorporacje bodźców a kolejne 6 – pośrednie. Ten kiepski wynik mógł wynikać z różnych przyczyn np. z tego, że brały tu udział osoby nie znające dobrze alfabetu Morse'a, lub nie rozumiejące do końca koncepcji przekazywania sygnałów za pomocą oczu. Wygląda więc na to, że autor zaprzepaścił szansę na uzyskanie ciekawych wyników przez zły dobór lub brak przygotowania grupy eksperymentalnej.

Niemniej jednak, niedługo po obronie, Kristoffer Appel przedstawił na konferencji Worldsleep2015 kolejne badanie, które obejmowało już 10 osób, tym razem dobrze przeszkolonych w kodzie Morse'a oraz w sygnalizacji za pomocą ruchów oczu. Dodatkowo, uczestnicy byli osobami, które co najmniej raz w tygodniu doświadczały świadomego snu, a więc zgodnie z przyjętymi normami były to osoby często śniące świadomie. Spośród wszystkich uczestników, trzem osobom udało się z sukcesem odebrać i rozkodować zadanie oraz odpowiedzieć na, w sumie, 15 zadań matematycznych. Bezpośrednie inkorporacje dotyczyły ponad 60% podawanych bodźców. Biorąc pod uwagę trudności jakie sprawiają wszelkie badania z udziałem osób świadomie śniących, 3 osoby na 10, w tym 15 udanych prób komunikacji sen-jawa-sen z przekazywaniem złożonych informacji w obie strony to już całkiem niezły sukces. Jest duża szansa, że wyniki te zostaną uzupełnione i doczekamy się ciekawej publikacji naukowej na ten temat, gdyż Kristoffer Appel kontynuuje swoje badania w ramach pracy doktorskiej, a postępy jego prac możemy śledzić na stronie internetowej http://www.sleepcommunication.com/.

Poziom III – komunikacja pomiędzy śniącymi (z wykorzystaniem przekaźnika na jawie) 
Bardziej skomplikowanym procesem byłaby komunikacja pomiędzy dwiema (lub więcej) osobami pogrążonymi we śnie, które porozumiewają się między sobą za pomocą fizycznego „węzła komunikacyjnego” zlokalizowanego gdzieś na świecie – tym prawdziwym, a więc na jawie. Komunikacja sen-jawa-sen może wydawać się czymś abstrakcyjnym, jednak biorąc pod uwagę wszystkie wyżej wspomniane rozwiązania technologiczne i metody naukowe, jest jak najbardziej możliwa. Co więcej, zostały nawet przeprowadzone próby takiej komunikacji a jej rezultaty przedstawiono podczas konferencji International Association for the Study of Dreams (IASD) w roku 2012. Prezentacja autorstwa Daniela Oldisa i Seana Olivera nie jest co prawda wynikiem żmudnych badań naukowych w laboratorium snu, ale przedstawia ciekawą koncepcję oraz jej przetestowanie w pół-amatorski sposób, niemniej jednak warto się przyjrzeć jej bliżej, gdyż ogólne założenia metody wydają się słuszne a wyniki możliwe do powtórzenia w kontrolowanych warunkach.

Z badań nad snem wiemy już, że różne bodźce zewnętrzne mogą zostać włączone do snu i rozpoznane, a śniący mogą za pomocą zdefiniowanych wcześniej ruchów oczu wysłać na zewnątrz sygnał, który jest obserwowalny i rejestrowalny. Możemy też monitorować pracę naszego mózgu podczas snu, aby móc określić kiedy znajdujemy się w fazie REM. Mając do dyspozycji wiele technologii przesyłania danych na odległość, sygnały te mogą zostać bez problemu przesłane, np. na serwer pełniący rolę wspomnianego węzła komunikacyjnego, który będzie zapisywał odebrane sygnały i koordynował przesyłanie odpowiednich sygnałów dalej do innych osób pogrążonych we śnie, przez co osoby śniące mogą pozostawać w stałym kontakcie pomiędzy sobą, cały czas znajdując się we śnie.

W eksperymencie Oldisa i Olivera obaj Panowie oraz ich znajomi pełnili rolę obiektów doświadczalnych, których sen monitorowany był przez „zhakowany” ZEO, który służył równocześnie jako rejestrator ruchów oczu jak i monitor fal mózgowych. Sygnały z ZEO docierały do laptopa i były analizowane za pomocą skryptu, który z kolei wysyłał je na stronę internetową www.sleepstreamonline.com. Tam sygnały pochodzące od śpiących osób były porównywane i jeżeli okazało się, że obie osoby były w tym samym czasie w fazie REM (w tych próbach zawsze uczestniczyły jednocześnie dwie osoby), jedna z nich (osoba A) otrzymywała sygnał świetlny (lampka sterowana tym samym skryptem), który miał zostać włączony w sen i rozpoznany, dzięki czemu osoba A mogła zorientować się, że właśnie śni. Następnie, zadaniem osoby A było przekazanie odpowiedniego kodu w postaci ustalonej wcześniej sekwencji ruchów oczu, który był odebrany przez ZEO, interpretowany przez skrypt i wysyłany na serwer. Z serwera została wysyłana informacja do komputera osoby B, którą odbierał skrypt i na jej podstawie wyzwalał zapalenie się lampki u tej osoby (zatem osoba A wprost ze swojego snu zamierzonym działaniem przekazała sygnał świetlny osobie B). Jeżeli sygnał ten został włączony w sen osoby B i rozpoznany przez nią, mogła ona odpowiedzieć osobie A w ten sam sposób, tzn. wysyłając sygnał świetlny poprzez wykonanie we śnie odpowiedniej sekwencji ruchów oczu. W końcu, ze strony www.sleepstreamonline.com można było pobrać logi wszystkich sesji z danej nocy i skonfrontować je z relacjami uczestników.

Wyniki tych eksperymentów pokazały, że komunikacja pomiędzy osobami pogrążonymi we śnie jest możliwa, a prezentacja o której mowa (w jęz. angielskim) jest do obejrzenia tu:


Autorzy tej koncepcji wskazują, że może ona posłużyć jako zabawa polegająca na wzajemnym uświadamianiu się we śnie, co można by nawet przeobrazić w pewnego rodzaju grę. Nowego znaczenia nabiera też termin „wspólne śnienie” (mutual dreaming, shared dreaming). Warto by jednak powtórzyć te badania w kontrolowanych warunkach, co jak zwykle sprawiłoby wiele trudu, gdyż wymagałoby wielu prób z doświadczonymi lucid dreamerami, wielu nocy spędzonych w co najmniej dwóch pracowniach snu jednocześnie itp.. Obecnie można by stosować szereg różnych znaków opartych o specyficzne wzorce aktywności określonych obszarów mózgu, zmieniających się w odpowiedzi na wykonywane czynności we śnie – wiadomo, że pewne czynności wykonywane we śnie prowadzą do aktywacji określonych rejonów kory (badania Martina Dreslera czy Daniela Erlachera), a wykorzystując techniki EEG, fNIRS, fMRI, potencjały wywołane, czy nawet przezczaszkową stymulację elektryczną, można by precyzyjniej wykrywać fazę REM oraz urozmaicić repertuar jak i udoskonalić sposób przekazywania komunikatów.

Co dalej? 
Nie wiem czy były jeszcze badane jakieś inne drogi komunikacji, których stroną była przynajmniej jedna osoba pogrążona we śnie, ale wydaje mi się, że w literaturze nic więcej nie znajdziemy. Osobom zainteresowanym tematem warto śledzić pracę Kristoffera Appela, który być może opublikuje coś nowego w tej dziedzinie, kiedy już skończy swój doktorat. Na koniec warto zadać sobie pytanie, jakie nowe szlaki komunikacyjne można by jeszcze stworzyć, i co można by dzięki temu osiągnąć. Czy poza rozwijaniem umiejętności świadomego śnienia (poprzez wspólne uświadamianie się i różne gry) oraz zastosowanie typowo rozrywkowe, o jakim wspominają Oldis i Oliver są jeszcze jakieś praktyczne zastosowania komunikacji ze śniącymi? Appel sugeruje na przykład, że może kiedyś, gdy technologia sennej komunikacji rozwinie się trochę bardziej, możliwe będzie zastosowanie jej w psychoterapii koszmarów sennych prowadzonej przez psychoterapeutę, który w trybie live będzie pomagał osobie cierpiącej na złe sny w poradzeniu sobie z nimi. Ale przede wszystkim jest to ciekawe narzędzie do badania samych snów, które odpowiednio rozwinięte (na przykład tak) mogłoby ułatwić relacjonowanie własnych marzeń sennych w czasie rzeczywistym, co umożliwiłoby chociażby bardziej precyzyjne badanie neuronalnych korelatów sennych wydarzeń.

Erlacher D, Schredl M (2008) Do REM (lucid) dreamed and executed actions share the same neural substrate? Int J Dream Res 1(1): 7-14.

Erlacher D, Schredl M, LaBerge S (2003) Motor area activation during dreamed hand clenching: a pilot study on EEG alpha band. Sleep and Hypnosis 5: 182-187.

LaBerge S, Nagel L, Dement WC, Zarcone V (1981) Lucid dreaming verified by volitional communication during REM sleep. Percept Mot Skills 52: 727-732.

Strelen J (2006) Acoustic evoked potentials in lucid dreaming (in German). Ph. D. thesis, University of Mainz.

Hearne KM (1978) Lucid dreams: an electrophysiological and psychological study. Doctoral dissertation. University of Liverpool.

Oldis D, Oliver S (2012) Experiments in Inter-Dream Communication. IASD. Berkley CA.

Appel K (2013) Communication with a sleeping person. M.Sc. Thesis, University of Osnabrück.

Appel A, Pipa G (2015) Sleep communication. Wordsleep2015. Istanbul, TR.

Grafika na górze artykułu pochodzi z prezentacji Oldis i Oliver, IASD 2012

piątek, 13 maja 2016

Współwystępowanie uszkodzeń mózgu i stanów dysocjacyjnych

Aby zdefiniować rolę poszczególnych struktur mózgu w kontekście badanych zjawisk psychicznych i zachowań, naukowcy i klinicyści posługują się zróżnicowanymi metodami neuroobrazowania czynnościowego. Aktywność obszarów i ich wzajemne interakcje możemy badać przy użyciu szerokiej gamy technik, takich jak elektroencefalografia (EEG), funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI), magnetoencefalografia (MEG), pozytonowa tomografia emisyjna (PET), spektroskopia bliskiej podczerwieni (NIRS) czy tomografia emisyjna pojedynczych fotonów (SPECT). Każda z nich posiada specyficzne dla siebie zalety i ograniczenia, wykorzystując różne aspekty aktywności mózgu - począwszy od zwiększonego zapotrzebowania na glukozę i utlenowaną krew obszarów aktywnych metabolicznie, a skończywszy na pomiarach zmian napięcia elektrycznego czy pola magnetycznego.

Zanim jednak opracowano i wdrożono te metody, badano zachowania pacjentów z domniemanymi lezjami (uszkodzeniami) mózgu - ich obecność i zakres – weryfikowano pośmiertnie, by powiązać wybrane struktury z zaobserwowanymi deficytami. Dziś, kiedy powszechnie możemy wspomagać się neuroobrazowaniem strukturalnym (takim jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny), wykrywanie uszkodzeń dostarcza cennych wskazań dotyczących związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy istnieniem lezji a obserwowalnymi objawami. Wśród problemów, które dotykają osoby po uszkodzeniach mózgu znajdują się także zmienione stany świadomości i zaburzenia snu. Prześledźmy kilka takich przypadków, które niedawno zostały opisane w literaturze, by lepiej zrozumieć skomplikowany mechanizm powstawania świadomych snów i zjawisk typu out-of-body experience.

Jedną z pacjentek, której przypadek zanalizowano była 26-letnia kobieta; została hospitalizowana z objawami ataksji ruchowej (niezbornością chodu), bólem głowy i podwójnym widzeniem. Pacjentka skarżyła się przede wszystkim na częste koszmary, przebudzenia nocne i występujące rankami stany świadomego snu, które, choć kontrolowane, miały nieprzyjemny charakter i wiązały się z negatywnymi przeżyciami, takimi jak hospitalizacja czy bójka, której była świadkiem. Jak wykazały wyniki rezonansu magnetycznego, doznała niewielkiego udaru niedokrwiennego w obszarach lewego przedniego i grzbietowo-przyśrodkowego wzgórza, zaopatrywanych przez tętnicę wzgórzowo-guzową. Po przeprowadzeniu kompletu badań, wdrożono leczenie przeciwpłytkowe, mające na celu przeciwdziałanie zakrzepom. Jednocześnie wykluczono występowanie zespołu stresu pourazowego. Podczas ostrej fazy udaru odnotowano zwiększoną długość snu, sięgającą 12 godzin, a w kolejnych dniach upośledzenie szeregu funkcji poznawczych, pamięci i doświadczanie silnego stanu lękowego. Polisomnografia wykonana 3 miesiące po zdarzeniu wykazała prawidłowy przebieg snu i znaczącą, choć niepełną poprawę funkcji intelektualnych. W tym samym czasie liczba koszmarów zmniejszyła się, a świadome sny całkowicie ustąpiły.

Drugim z analizowanych przez Sangiera i współpracowników pacjentem był 36-latek, który doświadczył bólu głowy, paraliżu twarzy i zaburzeń funkcji czuciowo-ruchowych. U pacjenta zaobserwowano nasilenie lęku, zaburzenia uwagi, zdolności pamięciowych i językowych, koszmary, przebudzenia nocne i występujące nad ranem, podlegające kontroli świadome sny. Także i w tym przypadku rezonans pozwolił na wykrycie izolowanego udaru w obrębie grzbietowo-przyśrodkowej części wzgórza, tym razem w obszarze ukrwionym przez tętnice okołośrodkową. Podobnie jak poprzednio, wdrożono leczenie przeciwzakrzepowe. Tak jak u 26-letniej pacjentki, po 3 miesiącach stwierdzono znaczącą poprawę i całkowity zanik świadomego śnienia.

Ryc 1. Wskazanie obszarów objętych udarem u 26-letniej pacjentki (góra)
i 36-letniego pacjenta (dół), źródło: Sagnier S. i in. 2015.
 
Zaburzenia snu występujące po udarach są dość powszechnym, choć wciąż niedostatecznie zbadanym zjawiskiem i poza wymienionymi problemami, obejmują także bezsenność, zaburzenia fazy REM i ruchy wykonywane w trakcie snu. Wciąż niewiele wiadomo o związku pomiędzy fragmentami objętymi udarem a typem występujących objawów. Postuluje się, że zaburzenia snu REM często są powodowane przez drobne wylewy w obrębie pnia mózgu, podczas gdy hipersomnia i występowanie nieregularnych epizodów senności w dzień są typowe dla uszkodzeń okolicy tętnicy okołośrodkowej. Wiąże się je m.in. z uszkodzeniami w obrębie jądra siatkowatego i środwstęgowego, które stanowią część systemu wzbudzającego i są zaangażowane w regulację rytmiki okołodobowej dzięki swym licznym połączeniom z podwzgórzem, prążkowiem czy strukturami korowo-limbicznymi. Samo wzgórze odkrywa ważną rolę w regulacji fazy non-REM, w tym generowaniu tak zwanych wrzecion snu (ang. sleep spindles), jak również w regulowaniu snu wolnofalowego. W badaniach polisomnograficznych przeprowadzanych w fazie ostrej udaru i po upływie kilku(nastu) miesięcy stwierdza się powszechnie zwiększony udział fazy 1, a także skrócenie fazy 2 wraz ze zredukowanymi wrzecionami i kompleksami K. Te charakterystyczne dla fazy 2 zjawiska są obserwowane w zapisie EEG, stanowią m.in. manifestację procesów konsolidacji pamięci i posiadają znaczącą wartość diagnostyczną. W konsekwencji udarów mózgu występuje także ograniczenie snu wolnofalowego i fazy REM, co dowodzi ogólnej dezorganizacji snu.

Jak jednak powiązać powyższe spostrzeżenia dotyczące anatomii funkcjonalnej wzgórza ze świadomymi snami? Literatura naukowa, pomimo swoich ograniczeń, wskazuje tu na przykład śmiertelnej bezsenności rodzinnej (ang. fatal familial insomnia, FFI) – warunkowanej genetycznie choroby, w której następuje charakterystyczne obumieranie neuronów przedniego i przyśrodkowo-grzbietowego wzgórza, a towarzyszące mu objawy obejmują odgrywanie treści marzeń sennych i oniryczny stupor. Autorzy pracy postulują także, że traumatyczne przeżycia związane z groźną dla zdrowia sytuacją mogły stanowić czynnik wyzwalający wystąpienie świadomych snów u obu opisanych osób.


Ryc. 2. Jądra wzgórza i złożoność ich połączeń z innymi strukturami mózgu,
źródło: http://ranzcrpart1.wikia.com (CC BY-SA)
Jeszcze ciekawsze badanie, obejmujące doświadczenia wyjścia z ciała (OBE, ang. out of body experiences), świadome sny i zaburzoną integrację informacji płynących z wielu zmysłów zrealizowali szwajcarscy naukowcy pod kierunkiem Olafa Blanke. Skupili się na pacjencie po prawostronnym, peryferycznym uszkodzeniu przedsionka, centralnej części błędnika kostnego, która zlokalizowana jest pomiędzy kanałami półkolistymi a ślimakiem. Pełni ona kluczową rolę w utrzymaniu równowagi i percepcji otoczenia, opierającej się na zjawisku integracji multisensorycznej – przykładowo, by utrzymać stabilną pozycję ciała, konieczne jest zestawienie informacji proprioceptywnej z kończyn dolnych, wzrokowej płynącej z siatkówki i tej pochodzącej z przedsionka, mówiącej o położeniu głowy i charakterystyce ruchu. Jeśli mechanizm integrowania zawodzi, pojawiają się takie objawy jak depersonalizacja czy subiektywne poczucie oddzielenia od ciała.

36-letni mężczyzna skarżył się na nawracające napady zawrotów głowy i nudności, które ulegały nasileniu pod wpływem skręcania głowy w lewo lub prawo. Co więcej, raportował także poczucie unoszenia się podczas chodzenia i uczucie spadania w trakcie leżenia w łóżku, co stanowiło częstą przyczynę wybudzeń. Epizody te trwały od kilku sekund do kilku godzin. U pacjenta nie stwierdzono uciążliwych objawów słuchowych czy szumów usznych i poddano go szczegółowym badaniom otoneurologicznym. Obejmowały one między innymi badanie słuchowych potencjałów wywołanych pnia mózgu (ang. brainstem auditory evoked potentials, BEAP), pozwalających na różnicowanie zaburzeń słuchu oraz elektronystamografię (ENG), diagnozującą narząd równowagi przez rejestrację ruchu gałek ocznych w oparciu o pomiar potencjału rogówkowo-siatkówkowego. Podczas dość skomplikowanej procedury, w zakres której wchodziła tzw. rejestracja oczopląsu podczasobrotowego w próbie ruchowej z pobudzeniem wahadłowym i test kaloryczny, wykonywany przez wlewanie wody o dwóch różnych temperaturach do uszu, a następnie pomiar potencjałów, zdiagnozowano patologiczne zmiany prawego przedsionka, wywołane najprawdopodobniej przez infekcję wirusową.

Obrazowanie przy użyciu rezonansu magnetycznego (MRI) i ogólne badanie neurologiczne przyniosło prawidłowe wyniki, nie przeprowadzono natomiast badania polisomnograficznego ani EEG, co może nieco zaskakiwać w kontekście charakterystyki zgłaszanych przez chorego objawów. Tuż po zdiagnozowaniu mężczyzna przeszedł 18 sesji fizjoterapeutycznych, polegających m.in. na wzrokowo-ruchowej stymulacji przedsionka; w ich wyniku doszło do ustąpienia świadomych snów i doświadczeń wyjścia z ciała.

Pierwsze objawy, powiązane z koszmarami nocnymi i stanami lękowymi, wystąpiły u pacjenta w wieku 11-12 lat i podobnie jak we wcześniej omówionych przypadkach, doświadczał on świadomych snów i zaburzeń dysocjacyjnych w godzinach porannych, najczęściej po uprzednim wybudzeniu. Doświadczenia te, związane z epizodami paraliżu przysennego z czasem ulegały wydłużeniu i intensyfikacji: świadome sny cechował rosnący stopień samoświadomości i możliwości interakcji z treścią marzenia sennego, a rzadziej występujące OBE stanowiły nieraz ich kontynuację. Dwa miesiące po zakończeniu fizjoterapii, postanowiono przyjrzeć się integracji informacji wzrokowej i pochodzącej z przedsionka, gdyż symptomy zaczęły stopniowo powracać.

W tym celu umieszczono badanego w ograniczającym ruchy własne pacjenta fotelu, którego ruchy obrotowe naśladowały naturalne ruchy głowy. Stereoskopowy bodziec wzrokowy stanowił układ przypadkowo rozproszonych kropek różnej wielkości, a pacjent miał stale skupiać wzrok na czerwonym, usytuowanym centralnie punkcie. W każdej z 560 prób badany doświadczał dwóch obrotów w tym samym kierunku, a następnie musiał zdecydować, czy drugi był mniejszy bądź większy od pierwszego. Zastosowano trzy warunki: obrotu samego fotela (unimodalny przedsionkowy), samego obrazu (unimodalny wzrokowy) oraz jednoczesnego obrotu fotela i obrazu (bimodalny). Po zakończeniu półtoragodzinnego eksperymentu, wyznaczono progi różnicowania zakresu obrotów dla każdego z tych warunków i porównano je z modelem optymalnej integracji bodźców wzrokowych i przedsionkowych. Zdrowi badani lepiej rozróżniają obroty w warunku bimodalnym w porównaniu z unimodalnym, podczas gdy wyniki pacjenta były gorsze, świadcząc o deficycie w integracji bodźców dwóch typów. Co więcej, próg rozróżnienia dla warunku bimodalnego był znacznie gorszy, gdy testowano stronę, po której znajdowało się uszkodzenie.

Ryc. 3. Schemat przeprowadzonego eksperymentu (A) i poszczególnych prób testowych (B),
podczas których badany oceniał zakres drugiej rotacji w porównaniu z pierwszą, źródło: Kaliuzhna M. i in. 2015
W kolejnym eksperymencie postanowiono przetestować mechanizmy samoidentyfikacji i lokalizacji położenia ciała poprzez zbadanie integracji bodźców wzrokowych i dotykowych podczas iluzji całego ciała (ang. full body illusion, FBI). Ten sam pacjent, znajdujący się w ciemnym pokoju, kładł się na urządzeniu, które w kontrolowany sposób dotykało jego pleców. Badany nosił gogle, które prezentowały mu wirtualny obraz ciała widzianego od tyłu, na którym punktami zaznaczono dwa miejsca stymulacji dotykowej. Przetestowano dwa warunki: synchroniczny, w którym wyświetlana i faktycznie dokonywana stymulacja pokrywały się czasowo i przestrzennie, a także asynchroniczny, gdzie występowały rozbieżności. Aby zmierzyć określane przez pacjenta położenie własnego ciała, polecono mu wykonać zadanie polegające na wyobrażaniu sobie wypuszczania piłki. Kiedy w myślach wypuszczał ją z dłoni, naciskał przycisk i przytrzymywał go do momentu spodziewanego upadku, co pozwalało na zmierzenie szacowanej odległości znajdowania się od podłoża. Pacjent opisywał swoje odczucia, a także wypełnił kwestionariusz dotyczący testowanych warunków, który zestawiono z wynikami grupy kontrolnej.

Wśród odnotowanych różnic zaobserwowano, że pacjent doświadczał silniejszych odczuć bycia usytuowanym poza wyświetlanym ciałem w warunku asynchronicznym i silniej odczuwał unoszenie się w powietrzu w warunku synchronicznym, podczas gdy nie stwierdzono takich różnic między warunkami wśród kontrolnych uczestników. Badany ponadto stwierdził, że w warunku synchronicznym doświadczał uczucia mrowienia w nogach i dolnej części pleców, a jego nogi były jakby lżejsze i sprawiały wrażenie unoszących się. Pacjentowi wydawało się również, że spogląda na ciało nad nim, a podczas mrowienia niejako wsuwał się pod nie, co przypominało mu doznania doświadczane w trakcie epizodów OBE. Zastosowano jeszcze dodatkową próbę, łączącą procedurę full body illusion z wyświetlaniem przepływu kropek w kierunku od- i do- pacjenta. W warunku synchronicznym z przepływem „do” doświadczał on silnego mrowienia w całym ciele, a w asynchronicznym wydawało mu się, jakby stał i spoglądał prosto na ciało przed nim. Przy zastosowaniu przepływu „od” wystąpiły te same doznania, ale znacznie słabsze.

Opisane studium przypadku zdaje się potwierdzać kluczową rolę, jaką pełni integracja multisensoryczna w zaburzeniach dysocjacyjnych, manifestujących się nieprawidłowym postrzeganiem ułożenia swojego ciała w otoczeniu. Zasadnicza zmiana sposobu odczuwania ciała, jaka zachodzi w przypadku OBE jest zatem złożonym zjawiskiem, do którego pełnego opisu należy uwzględniać mechanizmy korowe, podkorowe i obwodowe, przyczyniające się do poczucia oddzielenia od ciała i zmiany perspektywy pierwszoosobowej. By właściwie ocenić występowanie ruchu, mózg musi zestawić bodźce wzrokowe z tymi pochodzącymi ze zmysłu równowagi. Ponieważ do skutecznego przetwarzania sygnałów z otoczenia, odbieranych przy pomocy niedoskonałych zmysłów konieczna jest redukcja szumu informacyjnego, integracja bazująca na wielu źródłach informacji pozwala w szybki i bezwysiłkowy sposób na prawidłowe postrzeganie siebie i środowiska. Sytuacja ulega zmianie w przypadku uszkodzeń spowodowanych urazem lub stanem chorobowym, jak również przy celowym stosowaniu technik „wprowadzających mózg w błąd”.

Należy zwrócić uwagę na to, że zjawiska występujące w trakcie stanów dysocjacyjnych, takich jak OBE, mogą być zlokalizowane na różnych, wzajemnie oddziałujących na siebie poziomach przetwarzania. Zakłócenia mogą występować zarówno w obrębie pnia mózgu, w którym usytuowane są multisensoryczne jądra przedsionkowe, jak i na poziomie obszarów kory mózgowej, takich jak rejon styku skroniowo-ciemieniowego, który odpowiada za zestawianie informacji z narządu równowagi i innych zmysłów. Za szczególną rolą percepcji ułożenia ciała przemawia także to, że w świadomych snach często pojawia się motyw spadania bądź latania, a osoby wykazujące wyższą wrażliwość na kaloryczną stymulację przedsionka mają częściej świadome sny. Wydaje się wysoce prawdopodobne, że w przypadku ostatniego z opisanych pacjentów doszło do nawarstwiających się zaburzeń na wielu piętrach przetwarzania informacji, o czym mogą świadczyć parestezje czy mrowienie. Równolegle trzeba dostrzec istotną rolę samych zaburzeń snu, jego konkretnych faz i zjawisk towarzyszących samemu zasypianiu. Doświadczenia wyjścia z ciała szczególnie często dotykają osoby cierpiące na narkolepsję, która objawia się zaburzoną rytmiką snu i czuwania, włączając w to częste występowanie faz REM w ciągu dnia, połączonych z utratą napięcia mięśniowego. Nie bez powodu jedną z najskuteczniejszych metod wywoływania OBE, a także świadomych snów jest technika wchodzenia w paraliż przysenny – w świetle zrealizowanych badań wydaje się, że to odczuwana rozbieżność informacji, prowadząca do zaburzeń w integracji sygnałów zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia stanów tego typu. Na koniec warto wspomnieć, że sam badany okazał się osobą na tyle zainteresowaną zagadnieniem, że prowadził dziennik snów i zgłębiał literaturę poświęconą tej tematyce. Przypadek ten, w zestawieniu z badaniami odnoszącymi się do uszkodzeń wzgórza, podkreśla fascynującą złożoność interakcji pomiędzy funkcjonowaniem kory mózgowej, pierwotnymi mechanizmami percepcji i regulacji snu, a także czynnikami psychologicznymi.

Sagnier, S., Coulon, P., Chaufton, C., Poli, M., Debruxelles, S., Renou, P., Rouanet, F., Olindo, S., Sibon, I. (2015). Lucid dreams, an atypical sleep disturbance in anterior and mediodorsal thalamic strokes. Revue neurologique, 171(11): 768-772. PMID: 26494569

Kaliuzhna, M., Vibert, D., Grivaz, P., Blanke, O. (2015). Out-of-body experiences and other complex dissociation experiences in a patient with unilateral peripheral vestibular damage and deficient multisensory integration. Multisensory Research, 28: 613–635. PMID: 26595959

Gackenbach, J., Snyder, T., Rokes, L. and Sachau, D. (1986). Lucid dreaming frequency in relation to vestibular sensitivity as measured by caloric stimulation, J. Mind Behav. 7, 277–298

środa, 27 kwietnia 2016

Kolory w snach



Jak często zwracasz uwagę na to czy śnisz w kolorze? Większość osób powiedziałaby, że ich marzenia senne są pełne kolorów, a tylko czasami pamiętają swoje sny w odcieniach szarości. Temu zagadnieniu przyglądano się już we wczesnych latach zeszłego wieku. Co ciekawe, pierwsze badania w tym kierunku wskazywały na czarno-biały charakter snów, a kolorowe sny uznawano wtedy za przejawy różnych zaburzeń psychicznych. Przełom nastąpił z czasem, kiedy w latach 60-tych dwudziestego wieku zaobserwowano nagły wzrost kolorowych snów wśród badanych, a w roku 1968 amerykańscy naukowcy z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychcznego (NIMH) orzekli, że niemal wszystkie sny zawierają kolory. Ciekawostką jest, że okres ten zbiega się w czasie z upowszechnieniem się... kolorowej telewizji w Stanach Zjednoczonych.

Kolorowe media w życiu ludzi wydawały się być ważnym czynnikiem wpływającym na obecność kolorów w snach, co potwierdzono w poźniejszych badaniach nad snami osób starszych i z terenów wiejskich. Jak się można domyślić, badania te pokazały, że odcienie szarości występowały znacznie częściej w snach tych osób, oraz w ogóle tych, które dłużej miały dostęp do czarno-białej telewizji, niż w przypadku współczesnych studentów oraz mieszkańców miast z szerszym dostępem do telewizji kolorowej.

W sprzeczności z powyższymi danymi stoją jednak wyniki badań, obejmujących analizę ponad 25 tysięcy snów z bazy danych, w której najstarsze zapisane sny sięgają roku 1912. W tym wypadku okazało się, że kolor w snach sprzed 1950 roku występował równie często, co w snach z lat bardziej współczesnych. Przypuszcza się zatem, że przewaga czarno-białych snów w pierwszej połowie XX wieku, a więc nie tylko przed wynalezieniem kolorowej telewizji ale również przed odkryciem fazy REM i zmiany podejścia do badań nad snem i marzeniami sennymi, jest wynikiem stosowania nieco odmiennej metodologii badawczej w drugiej połowie XX wieku.

Okazuje się również, że jeżeli wydaje nam się, że śnimy na czarno-biało to być może mamy problemy z pamięcią. Wykazano bowiem, że udział snów czarno-białych jest negatywnie skorelowany z pamięcią kolorów i zdolnością do pamiętania snów. Jeżeli o kolory pytano badanych od razu po przebudzeniu, udział czarno-białych snów spadł prawie do zera. Podobne przypuszczenia, że problemy z przywoływaniem treści marzeń sennych mogą odpowiadać za brak kolorów w snach poajwiły się już wcześniej, kiedy zaobserwowano, że jedynie od 25% do 29% osób pytanych w ciągu dnia o to co im się śniło przypominało sobie kolory. Kiedy z kolei budzono osoby w fazie snu REM, kiedy, jak wiadomo, śnimy najaktywniej, kolory pojawiały się w 70% - 83% przypadków.

Zdolność do przywoływania kolorów w snach po przebudzeniu może też wiązać się z charakterem naszej świadomości we śnie. Przykładowo, w snach świadomych, w których mamy wysoki poziom wglądu, niemal pełny dostęp do zasobów pamięciowych i potrafimy krytycznie spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość, wyraźne kolory pamiętane są znacznie częściej niż w snach zwykłych. A może po prostu treść, łącznie z takimi szczegółami jak kolory, lepiej pamiętamy z tego typu snów? Możliwe, że tak właśnie jest i ma to związek z emocjami. Wydaje się, że ludzie wykazują tendencję do lepszego zapamiętywania tych fragmentów snów, które silnie stymulują emocje, a epizody swiadomości podczas snu należą do takich fragmentów w szczególności.

Co więcej, kolory w snach mogą odzwierciedlać naszą osobowość, na co wskazują badania z wykorzystaniem testu kolorów Lüschera zaadoptowanego do marzeń sennych. Test Lüshera pozwala na podstawie preferencji kolorów określić osobowość osoby badanej. Kiedy zasady tego testu zastosowano do kolorów występujących w marzeniach sennych badanych osób, okazało się, że określona na ich podstawie osobowość w dużej mierze odpowiada wynikowi testu przeprowadzonego w normalnych warunkach. Warto jednak mieć na uwadze, że test kolorów Lüschera jest jednym z tych narzędzi psychologii, którego skuteczność została poddana w wątpliwość, w skutek czego prawie w ogóle się z niego obecnie nie korzysta (a przynajmniej nie jest to zalecane).

A co jeśli sny nie są ani czarno-białe, ani kolorowe? Ciekawe zdanie w tej kwestii ma profesor filozofii z University of California w Riverside, Eric Schwitzgebel. Czy osoby, które uważają, że śnią w kolorze, naprawdę śnią w kolorze, czy może kolory większości obiektów w świecie snu są niesprecyzowane – podobnie jak w powieści, gdzie nie jest podany każdy szczegół, w tym kolor, opisywanych obiektów, co nie przeszkadza nam sobie tego wyobrażać w odpowiedni dla nas sposób?

Codzienne życie widzimy przecież w różnych barwach, zatem nieracjonalne wydaje się aby film czy telewizja determinowała to, w jakim kolorze śnimy. Bardziej prawdopodobne jest, że z czasem zmienił się sposób opisywania snów, niż same sny. Podejrzane jest,  że era snów czarno-białych zaczęła się i skończyła wraz z nastaniem i upadkiem czarno-białej telewizji. Czemu za czasów Arystotelesa, Descartesa czy nawet Freuda nikt nie zauważył, że sny są czarno białe? Może dlatego, że nie było wtedy czarno-białej telewizji? Według Schwitzgebela, marzenia senne mogą nie mieć sprecyzowanych kolorów, natomiast to jak je opisujemy może zależeć po prostu od czynników kulturowych, na które jesteśmy narażeni.

Murzyn, E. (2008). Do we only dream in color? A comparison of reported dream color in younger and older adults with different experiences of black and white media. Consciousness and cognition, 17(4), 1228-37.

Schredl, M., Fuchedzhieva, A., Hämig, H., & Schindele, V. (2008). Do we think dreams are in black and white due to memory problems? Dreaming, 18(3), 175-180.
Hoss, RJ (2010). Color reported in dreams in the first and second half of the 20th century: a content analysis. http://dreamscience.org (30.03.2016)

Hoss RJ. Working with colors in dreams. http://www.dreamgate.com/dream/hoss/ (30.03.2016)

Schwitzgebel E. (2002). Why did we think we dreamed in black and white? Stud. Hist. Phoil. Sci. 22, 649-660.

Zdjęcie: Jan Brzostowski

wtorek, 12 kwietnia 2016

Świadome śnienie u osób z objawami psychotycznymi


Niedawno, w czasopiśmie Frontiers in Psychology, opublikowano wyniki pierwszego na świecie badania, w którym przeanalizowano świadome śnienie w gronie osób wykazujących zaburzenia psychotyczne. W badaniu tym uczestniczyły trzy grupy: osoby ze stwierdzoną schizofrenią (S), osoby ze zdiagnozowaną chorobą afektywną dwubiegunową (bipolar disorder, BD) oraz grupa kontrolna. Badanych poproszono o opisanie ostatniego snu jaki pamiętają i następnie przeanalizowano jego treść za pomocą programu Speech Graphs, który w matematyczny sposób analizuje strukturę takiego opisu, pomijając całkowicie subiektywny kontekst wypowiedzi, co ma duże znaczenie w przypadku analizy wypowiedzi ustnych osób z zaburzeniami psychotycznymi. Dodatkowo, przeprowadzono ankiety zawierające pytania dotyczące normalnego oraz świadomego śnienia (p. tabela poniżej). Jak się okazuje, wyniki uzyskane w tym badaniu stanowią niemałe zaskoczenie.

We wszystkich trzech grupach około połowa badanych doświadczyła świadomego snu przynajmniej raz w życiu, poza tym grupy nie różniły się liczbą świadomych snów w ciągu życia – jedynie w grupie BD trochę więcej (55%) osób doświadczyło LD powyżej 10 razy w ciągu życia, w porównaniu do grupy S i kontrolnej (odpowiednio 33% i 31%) ale różnica ta nie była istotna statystycznie. Najciekawszym wynikiem, odwrotnym do przyjętej hipotezy, było to, że osoby z objawami psychotycznymi częściej kontrolowały swoje świadome sny w porównaniu z grupą kontrolną (67% w grupie S, 73% w grupie BD i tylko 23% w grupie kontrolnej).


Jak wiadomo, zaburzenia psychotyczne wiążą się z obniżoną aktywnością kory przedczołowej, podobnie zresztą jak w normalnym śnie zdrowych osób, co prowadzi m.in. do obniżonej samokontroli oraz deficytów racjonalnego myślenia. Wiadomo również z badań nad osobami zdrowymi, że świadome śnienie jest skorelowane ze zwiększona kontrolą wewnętrzną, czego skutkiem jest to, że osoby śniące świadomie lepiej kontrolują swoje procesy poznawcze i emocjonalne na jawie. Ponieważ świadome śnienie jest wynikiem wyższej (niż normalna podczas zwykłego snu) aktywności obszarów przedczołowych, spodziewano się, że u osób ze zdiagnozowanymi objawami psychotycznymi świadome śnienie jak i kontrola nad tym procesem będzie zjawiskiem rzadszym w porównaniu z grupą kontrolną. Początkowo wydawało się, że uzyskane wyniki, sprzeczne z tym założeniem, są efektem działania leków przeciwpsychotycznych, których jednym z głównych celów są właśnie neurony kory przedczołowej, a jednym z efektów ich działania jest wzrost długości oraz wydajności snu. Szybko jednak wykluczono tę przyczynę porównując dawki leków przeciwpsychotycznych osób z grup S i BD pomiędzy podgrupą śniących świadomie i nie doświadczających świadomych snów w ogóle, a następnie w podgrupie śniących świadomie pomiędzy tymi co kontrolują swoje sny i tymi co tego nie potrafią – w obu przypadkach różnic nie było.

Jednym z możliwych powodów takiego wyniku jest to, że stan psychotyczny wzmaga kontrolę procesów wewnętrznych kosztem kontroli nad zewnętrzną rzeczywistością. Zakładając, że pozytywne objawy psychozy są wynikiem przenikania procesów umysłowych ze snu REM do czuwania a świadome śnienie odwrotnie – wynikiem przenikania procesów umysłowych ze stanu czuwania do snu REM, osoby, które często doświadczają obu tych zjawisk mogą być lepiej wyćwiczone poznawczo aby kontrolować ich wewnętrzną rzeczywistość niż osoby rzadko doświadczające świadomych snów. Przemawia za tym fakt, że osoby śniące świadomie z grup S i BD częściej porównywały swoje sny do codziennego życia w porównaniu z osobami psychotycznymi, które nie śniły świadomie. Inna interpretacja tego wyniku mówi, że lepsza kontrola świadomych snów może być wynikiem działania kompensacyjnego, w którym osoby psychotyczne częściej uciekają się do kontroli w snach niż do dużo trudniejszej kontroli rzeczywistości.

Spodziewano się również, że pacjenci psychotyczni, którzy doświadczają świadomych snów, będą lepiej radzili sobie ze swoimi objawami. Wynika to również z tego, że obniżona aktywność kory przedczołowej związana ze stanami psychotycznymi oraz snem u osób zdrowych jest wiązana przyczynowo z deficytami krytycznego myślenia w obu tych stanach, a skoro świadome śnienie wiąże się z wyższą aktywacją kory przedczołowej (i można się tej umiejętności nauczyć) już wcześniej zaproponowano, że świadome śnienie może być jednym ze sposobów terapii dla pacjentów psychotycznych. W tym przypadku również hipoteza ta nie znalazła potwierdzenia. Dzięki przeprowadzonym analizom psychometrycznym pozwalającym “zmierzyć” symptomy psychotyczne nie udało się stwierdzić żadnych różnic pomiędzy pacjentami śniącymi świadomie i nie. Nie udało się znaleźć żadnych zalet świadomego śnienia, nawet gdy analizowano jeden z punktów związany z brakiem wglądu i osądu, co oznacza, że większy wgląd we własne procesy myślowe podczas świadomego snu u pacjentów psychotycznych nie przekłada się na to samo w stanie czuwania. Dodatkowo, objaw wycofania emocjonalnego, charakteryzujący się brakiem zainteresowania zewnętrznymi wydarzeniami, nawet przeważał u świadomie śniących pacjentów schizofrenicznych a analiza struktury opisu snu wykazała, że osoby takie charakteryzują się mniej złożonym tokiem myślenia, w porównaniu z osobami nie śniącymi świadomie z tej samej grupy.

Przeprowadzone badanie, chociaż unikalne na skalę światową, ma wiele minusów, o czym sami autorzy piszą w swoim artykule, a kilka z nich tu wymienię. Po pierwsze, liczebność grup była stosunkowo niska, 25, 20 i 28 odpowiednio dla grup S, BD i kontrolnej. Grupa kontrolna była zbieraniną osób z tego samego ośrodka, które co prawda nie miały objawów psychotycznych, jak pacjenci z grupy S i BD, ale znajdowały się w niej osoby zarówno z objawami psychiatrycznymi, jak np. depresja czy zaburzenia lękowe (chociaż bez żadnej konkretnej diagnozy psychiatrycznej) oraz osoby nie wykazujące żadnych objawów psychiatrycznych w ciągu całego życia. Kolejną rzeczą jest to, że ocenę co do natury snu (czy był świadomy czy nie) pozostawiono samym badanym, a takie rzeczy powinny być oceniane przez niezależnych sędziów. Ponadto, nie sprawdzono też, czy pacjenci mieli kiedykolwiek świadome sny konkretnie podczas epizodów psychotycznych (pytanie dotyczyło całego życia). Ponieważ wszyscy pacjenci z grup S i BD byli w trakcie farmakoterapii, należy z kolejnej strony ostrożnie patrzeć na te wyniki gdyż wiadomo, że leki psychotropowe mogą wpływać na odbiór snu i jego przypominanie sobie; samo to jak często pacjenci pamiętają swoje sny też nie było sprawdzane.

Pomimo tych wad, badanie to ukazuje istnienie związku pomiędzy stanami psychotycznymi a świadomym śnieniem i zdecydowanie przydałoby się przyjrzeć temu zagadnieniu głębiej. Tym bardziej, że z badania tego wynikają niepokojące przesłanki, że praktykowanie świadomego śnienia może być niekorzystne dla osób z objawami psychotycznymi, gdyż zamiast im pomóc, może prowadzić do pogłębienia ich choroby i spowodować, że swój wewnętrzny świat będą postrzegać jako rzeczywistość.

Mota NB, Resende A, Mota-Rolim SA, Copelli M and Ribeiro S. 2016. Psychosis and the Control of Lucid Dreaming. Front. Psychol. 7:294. doi: 10.3389/fpsyg.2016.00294

Foto: Joe Skinner Photography, CC BY-NC-ND 2.0 

wtorek, 29 marca 2016

Skąd się bierze demoniczna postać, często obecna podczas paraliżu sennego?


Z pośród różnego rodzaju halucynacji, jakich możemy doświadczyć podczas paraliżu sennego, wiele osób widzi ciemną, humanoidalną postać, pozbawioną jednak szczegółowej charakterystyki (nie widać na przykład szczegółów twarzy tej postaci, choć zdarzają się od tego wyjątki). To, za co lub kogo weźmiemy tę postać (diabeł, strzyga, obcy itd.), zależy głównie od uwarunkowań kulturowych. O ile w jednym z wcześniejszych artykułów opisane zostały źródła wielu innych wrażeń towarzyszących paraliżowi sennemu jak i halucynacje ogólnie, ten poświęcony zostanie właśnie tej tajemniczej postaci. Skąd się ona bierze?

Według hipotezy Jalala i Ramachandrana z University of California, za doświadczanie obecności tej tajemniczej postaci podczas epizodów paraliżu sennego odpowiada funkcjonalne zaburzenie tylnej części prawej kory ciemieniowej. Według autorów takie halucynacje mogą pojawiać się, kiedy zaburzone zostaną procesy przetwarzania multisensorycznego w obrębie skrzyżowania skroniowo-ciemieniowego (TPJ), podobnie jak w przypadku wielokrotnie demonstrowanych manipulacji aktywnością tego obszaru mózgu i tym samym wywoływania wrażenia przebywania poza ciałem (OBE), a także prawego górnego płacika ciemieniowego (rSPL), który uczestniczy w tworzeniu neuronalnej reprezentacji naszego ciała.

TPJ, który pełni krytyczną rolę w umiejętności dokonywania rozróżnienia na linii „ja” - „inni”, normalnie podczas snu REM jest mało aktywny; dlatego właśnie we śnie może zdarzyć się, że tracimy poczucie własnej cielesności, widząc siebie z perspektywy trzeciej osoby lub znajdując się wręcz w ciele kogoś innego.

Uważa się, że w podobny sposób TPJ może odpowiadać za niektóre objawy występujące podczas paraliżu sennego. Kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy sparaliżowani, z naszej kory motorycznej (część kory czołowej) wysyłane są sygnały do mięśni ciała w celu poruszenia nim i przerwania paraliżu. Ponieważ jednak zablokowane mięśnie nie odpowiadają, do mózgu nie dociera z mięśni żaden sygnał zwrotny, który informowałby mózg o aktualnym położeniu i prędkości kończyny podczas wykonywanego ruchu. W komunikacji tej uczestniczy też kora ciemieniowa, która w normalnej sytuacji analizuje informację zwrotną z mięśni i tworzy na jej podstawie aktualną reprezentację naszego ciała. Przy braku sygnałów zwrotnych z mięśni zaburzone zostają procesy przetwarzania informacji w obrębie tych struktur, czego efektem są właśnie nietypowe cielesne wrażenia jak np. doświadczenia poza ciałem, postrzeganie swojego ciała lub jego części z zewnątrz lub wrażenie ruchu pomimo jego braku.

Co ciekawe, sytuacja, w której mamy wrażenie, że poruszamy swoimi kończynami podczas paraliżu sennego (a są to dosyć częste halucynacje) przypomina trochę sytuację odczuwanych ruchów oraz bólu kończyn fantomowych u osób, które straciły nogę lub rękę. W obu przypadkach iluzja ruchu najprawdopodobniej powstaje na skutek konfliktu multisensorycznego w obszarach kory ciemieniowej, w efekcie czego obszar ten nie jest „świadomy”, że kończyna jest unieruchomiona lub jej po prostu nie ma i pomimo, że nie dostaje żadnej informacji zwrotnej z mięśni, próbuje aktualizować jej neuronalną reprezentację. Dodatkowo, iluzoryczny feedback prowadzi do egzekucji kolejnych programów motorycznych na podstawie fałszywego przekonania, że poprzedni ruch został poprawnie wykonany, co w przypadku kończyn fantomowych może przyczyniać się do bolesnych spazmów, a w paraliżu sennym powoduje iluzję ruchu.

Interesujące jest też to, że osoby, które urodziły się bez jednej z kończyn, również odczuwają bóle fantomowe, podobnie jak osoby, które utraciły kończynę w trakcie życia. Takie obserwacje doprowadziły naukowców do przypuszczeń, że w mózgu istnieje wrodzony wzorzec – obraz ciała, zakodowany właśnie w obszarze prawego górnego płacika ciemieniowego. Zatem gdy osoba niemająca ręki odczuwa fantomowy ból, w rzeczywistości jest to ból ręki zakodowanej w tym wrodzonym wzorcu. Co więcej, według autorów, wzorzec ten oddziałuje na połączenia limbiczne i centra wzrokowe, czego skutkiem jest to, że istotom o danej budowie ciała atrakcyjne wydają się inne podobne istoty (ludzie ludziom, psy psom itp.). Ciekawa w tym kontekście jest apotemnofilia, czyli zaburzenie, w którym normalnie zbudowana osoba odczuwa silną potrzebę amputacji swojej kończyny, oraz fakt, że osoby takie odczuwają silny pociąg seksualny do osób z amputowanymi kończynami. Jeżeli więc przyjmiemy, że osoba z apotemnofilią nie ma z jakiegoś powodu np. jednej nogi w swoim obrazie ciała, zgodnie z tą hipotezą, wpływ jej wrodzonego, ale zaburzonego obrazu ciała na połączenia limbiczne i wzrokowe mógłby tłumaczyć, dlaczego czuje ona pociąg seksualny do osób po amputacji nogi.

Zbierając te informacje w całość, Jalal i Ramachandran wymyślili, że doświadczanie tajemniczych postaci – ducha, zmory, czy obcych, podczas paraliżu sennego może być skutkiem zaburzenia przetwarzania informacji w strukturach kory ciemieniowej, w szczególności właśnie TPJ i rSPL, prowadzącego do projekcji – w postaci halucynacji – własnego obrazu ciała. Jak to ujął Jalal – „umysł rzuca cień, tak jak to robi ciało”. Ponieważ granica pomiędzy „ja” i „inni” jest zatarta, ten „cień”, w połączeniu z wytworem wyobraźni sennej, tworzy samodzielne byty, przerażające, choć wyimaginowane, istoty. No właśnie – nie zapominajmy, że podczas paraliżu mamy otwarte oczy, widzimy swoje prawdziwe otoczenie i dodatkowo znajdujemy się wciąż w fazie snu REM, a więc śnimy, i – tu znowu przytoczę słowa Jalala - „sen, a właściwie koszmar, odgrywa się na naszych własnych oczach”.

Hipotezę o projekcji własnego "ja" wspierają dodatkowo obserwacje, podczas których u pacjentów manipulowano aktywnością obszaru TPJ za pomocą stymulacji prądem i wywoływano tym samym uczucie obecności istoty - cienia, stojącego za badaną osobą i przypominającego jej posturę, takiego ducha - sobowtóra.

Wracając jeszcze do wątku atrakcyjności seksualnej – czasami zdarza się, że podczas paraliżu sennego doświadczanie takiej ciemnej, demonicznej postaci, pomimo jej przerażającej natury, ma kontekst seksualny i nawet może prowadzić do spontanicznych orgazmów. Niektóre osoby twierdzą, że były zgwałcone przez demoniczne cienie albo, że obcy przeprowadzali na nich eksperymenty, skupiając się na narządach rozrodczych (np. pobieranie nasienia, jajeczek itp.). Autorzy sugerują, że ten seksualny kontekst niektórych doświadczeń z paraliżu sennego może być częściowo wytłumaczony wrodzonym, pierwotnym seksualnym powinowactwem do własnego wrodzonego wzorca ciała, za czym miałyby przemawiać przypadki apotemofili.

Jalal i Ramachandran podają nawet sposób na przetestowanie swojej hipotezy o „autoprojekcji”: należałoby przebadać populację osób cierpiących na jedno z zaburzeń związanych z modyfikacją obrazu ciała, np. na wspomnianą apotemnofilię czy chociażby anoreksję i sprawdzić, czy w trakcie, gdy osoby te doświadczają paraliżu sennego, postać, którą ewentualnie zobaczą podczas halucynacji, będzie odzwierciedleniem tego, jak siebie postrzegają (a więc ich własnego wrodzonego obrazu ciała). Jeżeli tak faktycznie by było, osoby cierpiące na apotemnofilię powinny w owych halucynacjach dostrzegać postacie pozbawione niektórych kończy.


Jalal B, Ramachandran VS. Sleep paralysis and ‘‘the bedroom intruder’’: The role of the right superior parietal, phantom pain and body image projection. Med Hypotheses (2014), http://dx.doi.org/10.1016/j.mehy.2014.10.002

Jalal B. The Neuroscience Of Sleep Paralysis Explains The Terrifying Experience Of Being Trapped In Your Body. 27.04.2015. www.braindecoder.com

Ilustracja: Gerard Van der Leun, CC BY-NC-ND 2.0

Liczba wyświetleń

Śledź przez Email

Creative Commons License
Treść bloga jest dostępna na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial 2.0 Generic License

Copyright © Lucidologia Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com